SMAK MIĘTOWEJ HERBATY NA PUSTYNI

Kto choć raz był w Maroku zna dobrze orzeźwiający zapach i smak miętowej herbaty przyrządzanej ze świeżych liści mięty, liściastej chińskiej zielonej herbaty i dużej ilości cukru. Taką mieszankę pija się w upały, bo działa orzeźwiająco. Zimą gdy poranki i noce są zimne, nikt z mieszkańców Maroka miętowej herbaty nie pija. Wtedy pija się czarne herbaty. Smak i aromat miętowego naparu uwydatnia się dzięki wielokrotnemu przelewaniu herbaty ze szklaneczki do czajniczka, z czajniczka do szklaneczki. W tym procesie napar się “dotlenia”.

Mint-Tea-Recipe

Jeśli chcemy, by herbata była jeszcze bardziej wyrazista w smaku, należy czajniczek chwilę podgrzewać na ogniu lub kuchence. Najpyszniejszą do tej pory piłam na pustyni. Siedziałyśmy razem z Fatmą i jej siostrzenicą pod patchworkowym namiotem uszytym przez babkę dziewczyn i patrzyłyśmy na bezkres przed nami. Fatma oddawała się rytuałowi przelewania herbaty w ciszy i ze stoickim spokojem przez dobre 30 minut. Czas zwalniał i zwalniał a po głowie krążyła mi tylko jedna myśl: “Poproszę o kilka czajników wolnego czasu …”.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

DESER PO MAROKAŃSKU

Na deser w Maroku najczęściej podawane są schłodzone, dojrzałe, soczyste owoce. Bardzo szybki i prosty deser przygotujemy ze schłodzonych uprzednio pomarańczy.Należy pokroić je na grube plastry, posypać cynamonem, ułożyć na miłym dla oka talerzu i gotowe 😉 Goście zachwyceni a deser zdrowy i smaczny.

Inną propozycją jest koktajl bananowy. Dla jednej osoby potrzebny jest 1 schłodzony banan – kroimy go na kawałki, dodajemy według uznania cynamon i kardamon, ¼ szklanki mleka lub jogurtu i miksujemy. Gotowe! Można także zmiksować schłodzoną gruszkę, arbuza, ananasa lub melona. Lista owoców nieskończona.

W Maroku polecam soczyste, schłodzone melony w każdej ilości i na każdym kroku a w kawiarenkach, w  których serwowane są francuskie desery, tartę cytrynową. BSAHA!

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Kolosy za 2014 rok przyznane a w moim sercu Afryka…

Kolosy, Kolosy i po Kolosach… W głowie i w sercu tyle inspiracji, wiary w ludzi i nasze możliwości, w świat, kilka nowych planów w zalążkach i radości, gdyż mają szansę wykiełkować, bo skoro inni mają w sobie tyle determinacji, wiary i odwagi, by spełniać swoje marzenia, to dlaczego nie my?

Tegoroczne Kolosy czyli 17. Ogólnopolskie Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów były wspaniałą okazją do wysłuchania opowieści z pierwszej ręki o podróżach i niekonwencjonalnych planach na życie. Z pewnością wybiorę się tam znowu za rok a tymczasem wiosenną porą polecam trzy książki o drodze przez Afrykę i nie tylko. Opowieści dwóch różnych a jakże podobnych do siebie kobiet. Oczywiście Maroko w ich opowieściach gości a one goszczą w Maroku, bo to bardzo gościnny  kraj :-).

“Babcia w Afryce” i “Babcia w pustyni i w puszczy” Basi Meder to opowieści Polki mieszkającej w Australii, która, w 2002 roku, będąc już na emeryturze, wyruszyła w samotną wędrówkę z południa na północ kontynentu afrykańskiego. Przygód i ważnych Spotkań miała bez liku.

“Moja Afryka” Kingi Choszcz to zapis jej samotnej podróży autostopem przez Afrykę pełną barw, światła, smaków, przestrzeni i serdecznych, bliskich relacji z ludźmi.

Do takiej Afryki zapraszamy! Gościnnej, pachnącej domową kuchnią, gorącej ciepłem ludzkich serc i mocą żyjących tam kobiet.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Twórcze zaręczyny z Marokiem

… Maroko oczarowuje twórczych ludzi, gra również czasami rolę odkrywczą. Iluż malarzy znalazło tu swoje wielkie natchnienie! Ileż rozkwitło tu talentów przedtem nie ujawnionych! Określam to zjawisko – równie zagadkowe – jako “tajemne zaręczyny” oparte na uczuciu wspólnoty między ludźmi Maroka i głębokim “ja” tych, którzy doń przychodzą oddani, żarliwi i spontaniczni.

To cytat z książki “Zagadki Maroka” Jeana Mazela bardzo inspirującego mnie badacza, etnologa, archeologa, publicysty, filmowca, który w Maroku spędził kilkanaście lat. Przyciągnęła go do tego miejsca spośród wielu na świecie na wiele lat różnorodność, tajemniczość i niezliczone barwy przeszłości, teraźniejszości oraz ich odcienie.
W swojej książce porusza tematy związane z tradycją, archeologią, sztuką, mitologią, folklorem, historią a także opowiada o współczesnym czarownictwie, równoległym świecie Dżinów. Prowadzi czytelnika po grotach gór Atlasu Wysokiego i Antyatlasu, gdzie po dziś dzień badacze szukają odpowiedzi na temat pochodzenia rytów naskalnych sprzed tysięcy lat. Jean Mazel uchyla wrota do świata międzykulturowego, leżącego na styku kultur, kontynentów. Zaprasza tym samym do podróży w głąb Afryki. Maroko to pierwszy krok.

My zapraszamy na KOBIECE WYPRAWY, które USKRZYDLAJĄ.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Opinie uczestniczek o wyprawach

Artemaroko – to mój prezent od losu… Wiele w życiu widziałam, przeżyłam, doświadczyłam … znalazłam się w miejscu , w którym wydawało mi się że coś wiem (…) Maroko (…) nieistniejący czas , orzeźwiający smak mięty, kumin i kolendra, barwne dywany i tkaniny, uśmiech sprzedawców na sukach, hammam- akceptacja kobiecego ciała , Jubal Toubkal – przestrzeń nieograniczona niczym , zmaganie się , przekraczanie siebie, Essaouira – zapach wiatrem niesiony, muzyka w ciele, ” skrzydła” radości i wolności. Podczas podróży runęły moje stereotypy , poszły w niepamięć lęki i ograniczenia. “Świat jest dla mnie i dla ciebie bezpieczny a ludzie przyjaźni”.Odnalazłam kawałek siebie (niewiedząc o jego istnieniu) ARTEMAROKO wyostrzyło moje zmysły, wyzwoliło duże pokłady aktywności, rozbudziło motywację i zapał! Czułam się szczęśliwa , bezpieczna, ale i wolna, z dużą dawką swobody i tolerancji ! Dzięki wspaniałym kobietom , moim drogim towarzyszkom podróży,: cierpliwym, zrzędliwym, radosnym, kapryśnym, pięknym , o różnych historiach, na różnym etapie życia – zobaczyłam wyraźniej siebie . TO CUDOWNE ŻE JESTEŚMY TAK RÓŻNE ! za poruszenie esencji życia, którą nosimy w sobie, a o której przypomniało mi Maroko

dziękuję Ani, Monice i Artemarokankom”

Ola Kozłowska , arteterapeuta, terapeuta temprany, oligofrenopedagog

“… wyprawa z różnymi przygodami, które jeszcze bardziej pozwalały wtopić się w marokańskie bycie tam i wtedy… ja chłonęłam wyprawę wszystkimi zmysłami… chciałam dotknąć, poczuć, powąchać, zasmakować, słyszeć i słuchać tętna tego kraju, tych ludzi, zobaczyć każdą mysią dziurę – jak pisały organizatorki… ale tych mysich dziur tak wiele, bo jedne większe drugie mniejsze a bilokacja mi się nie udawała… więc już kombinuję kiedy by tu jechać znów… tymczasem oglądając zdjęcia, słuchając muzyki, klaszcząc, smakując bakłażany tworzone na podobieństwo posmakowanych podczas wyprawy i z poczuciem, że jak weszłam na 4167 “slow trekingiem” to świat leży u mych stóp i mogę wiele, więc spotykam się tu i teraz z kobietami tam i wtedy poznanymi i tworzymy coś nowego dla fajniejszego bycia ze sobą, z bliskimi, z innymi. Różnorodność osób tam poznanych noszę w sobie i czerpię z tego i będę czerpać nadal.
Aniu to nie łatwe zadanie napisać impresje, wspomnienie z takiej wyprawy:-)… Dzięki za ten czas tam i wtedy i to jak on może być tu i teraz:-)
Ściskam i Ciebie i Monikę”
K.

“… po wyprawie u mnie dobrze dźwięcznie słychać… ufam, że zmiany zapoczątkowane tam będą miały zewnętrzny wymiar 🙂
i że nie “zostawiłam skrzydeł” w Maroku:) a dziś przypomniała mi się taka piosenka..
if you happy and you know it klap your hands… you know how… in marokain way:)
powrót był bolesny… jest…, ale coraz bardziej podejście marokańskie do czasu mi się podoba,
szczególnie jak ja mam możliwośc decydowania o tym czasie:),
… a mój Jakub zakupił sobie taki wielki TV – jak to faceci 🙂 – z możliwością oglądania zdjęć w 3 D.
Atlas wygląda tak, że ho ho i mogłam poczuć się tak jakbym tam była spoglądając na te zdjęcia …
już nie tylko trzeba mrużyć oczy – jak mówił taki jeden z filmu… niesamowicie silne odczucie…
Ufam, że u Was dobrze i że takie marokańskie przygody jeszcze się będą zdarzać jeszcze wiele razy przed Waszą wrześniową wyprawą:)
ściskam”   Kasia – czerwiec 2013 r.

“Chętnie zamknęłabym oczy i przeniosła się np. na Tubkal albo lepiej do riadu z basenem. Wyjazd był super!  Cieszę się, że Was poznałam”. Sławka

“Wcześniej podróżowałam trochę po świecie prywatnie z mężem i synem. Pierwszy raz zdecydowałam się na wyjazd w pełni zorganizowany przez osoby trzecie, a w dodatku w gronie samych kobiet, spośród których znałam tylko 2 osoby. Wyruszałam z mieszanymi uczuciami.Wyjazd oceniam barrrdzo pozytywnie. Był ciekawy tematycznie i bardzo intensywny – w krótkim czasie (10 dni) poznałyśmy różne oblicza Maroka, zarówno  pod względem miejsc jak i ludzi. Dobrze rozplanowany czasowo – Marakesz na rozgrzewkę, trudna wycieczka w góry, w czasie której, jak się okazało, wszystkie dałyśmy sobie radę i na koniec leniwe dni nad oceanem przy muzyce etnicznej Gnaoua jako nagroda za zdobycie Dżabal Toubkal. Bardzo dobrze zorganizowany  – o problemach, które ponoć były, dowiedziałyśmy się na lotnisku w drodze powrotnej. Drobne trudności, z którymi musiałyśmy się zmierzyć wynikały z różnic kulturowych, np. inne poczucie czasu, inne standardy higieny (!), itp. Duże brawa dla organizatorek. Na wyprawie panowała świetna atmosfera. Czuło się pozytywną energię. Była to zasługa zarówno organizatorek jak i uczestniczek wyjazdu. Poznałam fantastyczne kobiety; wesołe, uśmiechnięte, otwarte na nowe doznania, z których każda stanowi jakąś indywidualność. Myślę, że miałyśmy szczęście, że spotkałyśmy się w takim właśnie gronie. Mam nadzieję, że nowe znajomości przetrwają próbę czasu. Wyobraźcie sobie 15 kobiet, które przez 10 dni są dla siebie miłe, tolerancyjne i dobrze się czują w swoim towarzystwie – to raczej niecodzienny widok – a u nas tak właśnie było.Podsumowując:  Super-przygoda w super-towarzystwie! Bardzo polecam”.  Sławka

“Dopiero teraz dochodzi do mnie gdzie byłam i co zrobiłam. To uczucie jest tak cudowne, że czuję wielką siłę i cudowne uczucie spełnienia. Teraz mogę wejść na nie jeden szczyt i to nie koniecznie górski.  Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję, było kolorowo, baśniowo, zaskakująco, pachnąco, intensywnie i bardzo bardzo ciekawie.”  Iza

“Ach te kiszone cytryny :-),  za sprawą sprzedawcy, który zrobił wszystko by zaprezentować mi i Gosi wszystkie bez wyjątku swoje przyprawy w słojach, mydełka i co tam jeszcze miał:-), kiszonych cytryn już nie zdążylam zakupić…”. Sylwia

“Dzisiaj wieczorem większość oglądało mecz, a ja malowałam Arte Maroko. Te małe kropeczki , to My wędrujące po Atlasie… :)” Gosia