Arte Maroko w Darze Zagora

Rok temu Arte Maroko nawiązało współpracę z miejscem niezwykłym na kulturalnej mapie Maroka: Darem Zagora.   Założył go 4 lata temu bardzo utalentowany i znany artysta plastyk Rachid Rafik. Pochodzi z Zagory, wychował się na saharyjskim południu. Dar Zagora to galeria i atelier dla zdolnych malarzy i studentów ASP, którzy odbywają tam staże. Usytuowany jest w pobliżu Marrakeszu. To miejsce w którym Rachid tworzy i realizuje projekty społeczne dla dzieci z okolicznej wsi. To miejsce do którego otrzymałam zaproszenie i w którym zrealizowałam malarski happening “O Kobietach, których urosły skrzydła – opowieść experymentalna”. Niezwykła atmosfera Daru Zagora i tworzący w niej artyści zainspirowali nas bardzo. Dziękujemy :-). Szoukran Rachid for your invitation and hospitality !!! See you soon !!!

Z Rachidem współpracowałam również w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych w listopadzie 2014 roku w Zagorze. Pracownia “Perspektywy” przygotowuje się do kolejnych projektów w Darze Zagora z cyklu „Malarze Świata” adresowanych do dzieci.

ArteMarokanki zapraszamy 7 czerwca 2015 do Daru Zagora na spotkanie i warsztat malarski z udziałem Rachida.

Anna Sala, Pracownia “Perspektywy”

Monika Sobańska, Stowarzyszenie Aktywne Kobiety

This slideshow requires JavaScript.

PRZYSTANEK ZAGORA CZYLI NA SZLAKU DAWNYCH KARAWAN

U podnóża góry Zagora w południowo-wschodnim Maroku leży miasto Zagora. To wielopiętrowe, różowe miasto zbudowano w XX wieku. Kończył się tu i zaczynał szlak wielkich karawan solnych. Odległość z Zagory do Timbouktu przez pustynię karawany zwykły przemierzać w 52 dni. W Zagorze żyje obecnie wielu młodych Nomadów, których ojcowie wędrowali w karawanach do momentu zamknięcia granic na Saharze w latach 70. XX wieku. Od tego czasu społeczność Nomadów saharyjskich przechodzi transformację. Zamykając granice, odebrano im niemalże cały ich świat. Obecnie zajmują się głównie turystyką, gdyż znają bardzo dobrze pustynię. Zagora to ostatnie miasto na hamadzie czyli pustyni kamiennej. W odległości 2 godzin drogi stąd zaczyna się pustynia piaszczysta. Zagora leży nad rzeką Draa, która często wysycha. Po ostatnich wielkich powodziach, które nawiedziły południe Maroka w listopadzie, rzeka wróciła. Mieszkańcy, wygłodniali jej widoku, godzinami przesiadywali nad rzeką. Większość mieszkańców Zagory ma korzenie południowo-saharyjskie oraz berberyjskie. W Zagorze jest duże zróżnicowanie etniczne, kulturowe, religijne i niemalże zerowa przestępczość. Mieszkańcy czują się tu bardzo bezpiecznie. Wszyscy znają wszystkich. Codziennością są radosne, serdeczne i wielokrotne tego samego dnia powitania na chodniku czy ulicy. Mieszkańcy miasta – często bracia, siostry, kuzyni, sąsiedzi – mijają się co chwilę i cieszą na swój widok. Zagorę i okolice polubili również wiele lat temu artyści, naukowcy, pisarze, historycy, podróżnicy, kulturoznawcy. Osiadają i rozwijają tutaj swoje hotele, galerie, oazy relaksacji i szereg ciekawych pomysłów na życie i biznes. Na kilka miesięcy  w roku osiadają tu wyluzowani emeryci z Europy. Czują się tu komfortowo, kuchnia jest pyszna a ludzie troskliwi.

W Zagorze organizowany jest w grudniu każdego roku przez słynnego maratończyka pochodzącego z Zagory Międzynarodowy Maraton zwany Extreme. W grudniu 2014 roku wystartowało w nim około 600 biegaczy z całego świata. Byłam i podziwiałam ich zapał. Dzielni biegacze biegną przez hamadę po dolinach i wzniesieniach. W tym samym czasie odbywa się rajd ciężarówek po starych trasach Paryż – Dakaru. To właśnie w Zagorze, w czasach znanego nam wszystkim rajdu, serwisowane były samochody rajdowe, ciężarówki, motocykle.

Jesienią do Zagory zjeżdża środowisko filmowe Maroka i odbywa się Międzynarodowy Festiwal Filmowy TRANSAHARIAN a chwilę po nim kameralny Międzynarodowy Festiwal Filmu Dokumentalnego organizowany przez Stowarzyszenie AFDOZ i naszego współpracownika z Zagory, Fadela Naciri. Stąd pochodzi znany marokański reżyser, z którym współpracowałam w ramach Festiwalu: Daoud Wlad Sayed oraz artysta plastyk i dusza człowiek Rachid Rafik. Rachida poznacie osobiście pod Marrakeszem już w czerwcu i razem z nim będziemy tworzyć.

Zagora to miejsce ludzi kreatywnych. To miasto leżące na szlaku dawnych karawan, gdzie przez wieki ludzie wymieniali się myślą, ideami, pomysłami, towarami, wszelkiego rodzaju wiedzą. To niewielkie miasto, o którym podróżnicy mówią, że „nie lubią się z nim żegnać” i ja to zdanie podzielam. Są tu umiejscowione campingi dla mieszkalnych camperów i w nich pomieszkuje wiele rodzin z całego świata. Jedynie latem wysokie temperatury przepędzają mieszkańców i przyjezdnych z miasta. Wiele rodzin wynajmuje apartamenty nad oceanem i wraca dopiero we wrześniu. Miasto pustoszeje a Sahara króluje ☺. Gdy latem wieją gorące wiatry z południowej pustyni w mieście jest jak w piekarniku. Piach wkrada się w każdą szczelinę a temperatury uniemożliwiają jakikolwiek ruch. Mieszkańcy Zagory mają w sobie dużo pokory i pogody ducha. Żyją w multikulturowym mieście i od wieków ich egzystencja na tych terenach oparta jest na współpracy, współdziałaniu oraz wymianie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie ma tam czego szukać, ale mieszkańcy Zagory wiedzą doskonale, że tyle serca i serdeczności nie okażą im w żadnym innym marokańskim mieście. Wyjeżdżając na dłużej z Zagory tęsknią za jej specyficzną atmosferą. By ją poczuć, trzeba tam chwilę pobyć. Języki, którymi posługują się mieszkańcy Zagory to marokański arabski czyli dariża, arabski klasyczny, francuski, i dialekty Tachelhit and Tamazight. W okolicznych wsiach można usłyszeć wiele dialektów południowo-saharyjskich.

W trakcie wyprawy Arte Maroko, będziemy w Zagorze w dzień targowy, więc wybierzemy się na afrykański suk rankiem. Miejsce to żywe, nie turystyczne. Spędzimy w mieście noc w uroczej, tradycyjnej, glinianej kazbie. Świeżo odkrytą ciekawostką jest dla mnie pobyt w Zagorze Jana Pawła II w 1985 roku. W jednym z hoteli, w którym lubię pracować przy basenie a który w latach 80. XX wieku był oblegany przez  młodych chłopców (głównie za sprawą Europejek w bikini), spotkał się papież Polak z królem Maroka Hassanem II. Hotel mieści się tuż obok placu, gdzie rokrocznie serwisowano samochody rajdowe Paryż-Dakaru. Pewnie nasz papież nie omieszkał zobaczyć Atlasu z nieba i Sahary ☺. Mam zatem w swojej kolekcji zdjęcie Papieża Polaka z królem Maroka w saharyjskiej Zagorze. Świat jest mały.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

CZAS PO MAROKAŃSKU

By opisać podejście do czasu w Maroku z pomocą przychodzi mi “Heban” Ryszarda Kapuścińskiego. Gorąco polecam lekturę rozdziału „Droga do Kumasi”. Autor interesująco opisuje podejście do czasu w Afryce. Maroko to wrota do Afryki i do jakże odmiennego podejścia do czasu. Podróżując po Maroku, warto mieć na uwadze fakt, że tam dla mieszkańców  płynie on inaczej niż dla nas, Europejczyków. Zatem jedziemy i przestawiamy czas na marokański. Jeśli nie, może nas czekać frustracja i zdziwienie, że tam nic nie dzieje się “o czasie”. To dla mnie bardzo ciekawe zjawisko, mogę się mu przyglądać, być, nie mogę go przyśpieszyć. Już to wiem. Nie jestem w stanie, w kraju, w którym wszystko zwalnia, narzucać szybszego tempa. Mogę się tego uczyć, doświadczać odmiennego podejścia do czasu. To ważna część podróży jaką Wam proponujemy – zaakceptować i smakować tę różnicę.

Wspaniale to zjawisko opisuje Kapuściński:

… „Czas pojawia się w wyniku naszego działania, a zanika, kiedy go zaniechamy albo w ogóle nie podejmujemy. Jest to materia, która pod naszym wpływem może zawsze ożyć, ale popadnie w stan hibernacji i nawet niebytu, jeżeli nie udzielimy jej naszej energii. Czas jest istotnością bierną, pasywną a przede wszystkim – zależną od człowieka.

Całkowita odwrotność myślenia europejskiego. W przełożeniu na sytuacje praktyczne oznacza to, że jeżeli pojedziemy na wieś, gdzie miało po południu odbyć się zebranie, a na miejscu nie będzie nikogo, bezsensowne jest pytanie: „Kiedy będzie zebranie?”. Bo odpowiedź jest z góry wiadoma: „Wtedy, kiedy zbiorą się ludzie”.

Toteż Afrykanin, który wsiada do autobusu, nie pyta, kiedy autobus odjedzie, tylko wchodzi, siada na wolnym miejscu i od razu zapada w stan, w jakim spędza znaczną część swojego życia – w stan martwego wyczekiwania.

Ci ludzie mają fantastyczną zdolność czekania! – powiedział mi pewien mieszkający tu od lat Anglik. Zdolność, wytrwałość, jakiś inny zmysł!” …

Ryszard Kapuściński “Heban”

My, Europejczycy dziwimy się temu, ale podróżując wielokrotnie po Maroku nieraz tego doświadczałam i początkowa frustracja w krótkim czasie zamieniała się w akceptację, zrozumienie i sympatię dla takiej umiejętności czekania. Trenowałam cierpliwość w Maroku nie raz. Przestawałam biec. Czasem udaje mi się tu, w Europie, w codziennym zabieganiu, wracać do tych wspomnień i odpuszczać sobie piąty bieg nawet wtedy, gdy się spieszę. Czego i Wam życzę!

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

W drodze

Doceniam stan podróży. Ruch i bezruch w  jednym. Ciało się przemieszcza głodne tego, co je otacza. Wokół tyle piękna! Góry Atlasu Wysokiego wyglądają dziś bajkowo. Ośnieżone szczyty, intensywny błękit nieba, wzgórza porośnięte zieloną trawą, kwitnące drzewa na zboczach gór. A dusza? Dusza się zatrzymuje, odnajduje swój rytm. Oczyszcza z nakazów, zakazów, ocen, oczekiwań. Po prostu jest, poza czasem, poza kontekstem. Wygrzewa się na słońcu i tak jej dobrze. Jest. Ja JESTEM.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Salam Alejkum Przyjaciele, czyli o kobiecym podróżowaniu w Maroko

Wróciłyśmy do domów z naszej IV wyprawy Arte Maroko, ale czy naprawdę już wróciłyśmy? Za oknami padał deszcz a w naszych sercach świeciło słońce, we wspomnieniach powracały smaki, zapachy, fotografie z gór, cisza i przestrzeń, ocean muzyki a przede wszystkim wspomnienia Spotkań z ludźmi o otwartych sercach i głowach. Z takiej podróży wraca się znacznie dłużej niż kilka dni !!! Energii nam nie brakuje a w kraju takim jak Maroko można ją pomnażać i o tym piszą nam od powrotu uczestniczki wyprawy.

This slideshow requires JavaScript.

Naszą podróż rozpoczęłyśmy w karmazynowym Marrakeszu licznymi spotkaniami z kobietami. Zamieszkałyśmy w gościnnym riadzie Dagmary na medinie czyli starym mieście. Dagmara to jedna z twórczych i odważnych kobiet na naszym wędrownym szlaku. Po ukończeniu arabistyki i licznych podróżach obecnie prowadzi swój riad – to taki hotel alla dom. Odwiedziłyśmy również Basię, która jako architekt wraz z partnerem po przebyciu połowy świata, według własnego projektu wyremontowała w nowoczesnym stylu wiekowy riad, otworzyła restaurację i Muzeum  Biżuterii Berberyjskiej. Marrakesz to czas na lepsze zapoznanie się ze sobą i kobietami tam mieszkającymi. Odwiedzamy Hammam w którym co tydzień Marokanki zamieszkujące najstarszą cześć miasta spotykają się na kąpiel, masaże i plotki. Dla większości z nas te 3 godziny spędzone w Hammam mają duże znaczenie. To żywa lekcja na temat obyczajowości, bliskości, szukania różnić i podobieństw między nami kobietami. To czas przełamywania barier, stereotypów i w konsekwencji dużego relaksu. W Marrakeszu odwiedzamy również modny wśród Marokańczyków klub w nowej części miasta. Tam spotykamy Marokanki wyzwolone, seksownie ubrane i pewne siebie oraz zespół, który wokalnie i choreograficznie zadziwia nasze uczestniczki, bo nas zadziwił już jakiś czas temu. Tam czujemy się jak kobiety, bo na tę noc z naszego plecaka wyciągamy szpilki, seksowne sukienki, biżuterię i kosmetyki. Marrakesz to również przejazd grande taxi do gajów oliwnych gdzie gości nas kolejna niezwykła kobieta Monika Markowicz – El Baroudi, której droga do Marrakeszu wiodła przez Nowy Jork, Paryż, Amsterdam, Cork. W riadzie na farmie organicznej spędzamy popołudnie na warsztacie tańca brzucha i gnaoua oraz wspólnym gotowaniu według przepisów arystokracji marokańskiej. Spotkanie z Moniką i jej gościnną rodziną kończymy uroczystą kolacją i wracamy na tętniący nocą plac cudów czyli Jemme el Fnę. Maroko i jego mieszkańcy żyją nocami, więc i my przestawiamy się na życie nocne. Z trudem opuszczamy Marrakesz tyle w nim zakamarków, tajemnic i ocean różnorodności i udajemy się w góry, które wielu kojarzą się z Wielkim Kanionem. Chowamy głęboko szpilki i cienie do powiek, ubieramy buty trekkingowe i ze wsi Imlil położonej wyżej niż nasze Rysy wyruszamy w stronę najwyższego szczytu Afryki Północnej – Jebel Toubkala (4167 m. n.p.m.). Zmianie ulega również komfort naszego bytowania. Luksusowy riad z basenem zamieniamy na afrykańskie, górskie schroniska. Pierwszą noc spędzamy w rodzinnym domu naszego przewodnika Mohameda położonym w berberyjskiej wsi. Tym razem wchodząc do wsi  napotkałyśmy gości weselnych i dźwięk bębnów, który towarzyszył nam do wschodu słońca. Panna młoda miała 16 lat. We wsi jest szkoła do której wiele dzieci wędruje po 2 do 3 godzin w jedną stronę. Zawiozłyśmy już po raz 4 nauczycielom materiały dla dzieci. W Atlasie Wysokim spędzamy 4 dni podziwiając widoki, oddychając przestrzenią i ciszą oraz konfrontując się z tym co każdej z nas w duszy gra. Wysokie góry, ich majestat, wyzwanie jakie stanowią oraz ograniczenia z którymi każda z nas się spotyka niewątpliwie prowokują do refleksji. Ważnym doświadczeniem we wspólnym wędrowaniu na szczyt jest poczucie że jesteśmy razem pomimo różnic. Możemy liczyć na wsparcie kobiet, które  idą przed i za nami. Uwieńczeniem wędrówki na wysokość 4000 metrów jest widok na nieograniczoną przestrzeń. Widok tak piękny, że od 5 – ciu lat nas zniewala, pozwala się na chwilę zatrzymać, uspokoić oddech, zregenerować siły i wyruszyć w dalszą drogę. Czas spędzony w górach to dla nas jako grupy czas docierania się, lepszego poznawania, bycia razem.

Z Atlasu i pożegnawszy się z wyśmienitą kuchnią naszych przewodników Berberów wyruszyłyśmy do Doliny Ourika, by w pałacowym riadzie odpocząć i poczuć się jak marokańskie księżniczki. Tam czekała nas wyśmienita uczta i tańce do białego rana w rytmach muzyki weselnej. Ponownie założyłyśmy eleganckie kreacje i delektowałyśmy się tym miejscem, wieczorem i kuchnią a w szczególności obłędnymi w smaku bakłażanami. Tylko jednej z nas udało się pozyskać pilnie strzeżony przepis. Tym sposobem znanym go wszystkie :-). Taka jest moc grupy. Chociaż tak dobrze nam było w gościnnym riadzie u Allana powędrowałyśmy dalej w stronę oceanu. Po drodze odwiedzając Cooperativę kobiecą w gajach arganowych, gdzie kobiety ręcznie wyrabiają ten życiodajny olej. Robimy zakupy w takich lokalnych spółdzielniach kobiet, które dzięki tej pracy mogą być bardziej niezależne a że o Złocie Maroka coraz głośniej to i my dodamy kilka słów: naprawdę warto, oleje arganowe to samo zdrowie i ponad 50 % więcej witaminy E niż w oliwie z oliwek. Od gajów arganowych do naszego ostatniego riadu już tylko pół godziny. Przed nami Essaouira i bardzo w tym roku zaskakujący dla mnie i Moniki Festiwal Muzyki World & Gnaoua. Co roku o tej porze odbywa się w Essaouirze kilkudniowy Festiwal jednej z najstarszych muzyk świata. Pojawiają się również znane nazwiska jak Richard Bona, Maceo Parker, Nneka. Dla mnie osobiście koncert tej nigeryjskiej poetki i pieśniarki soulowej był wielkim przeżyciem. Natomiast uczestnictwo w kameralnych koncertach Gnaoua pozwoliło nam po raz kolejny w tym kraju dotknąć zaledwie skrawka, ale jednak 🙂 obyczajowości Marokańczyków i Afrykańczyków. Trudno mi opisać te doświadczenia związane z tym, co jest tam określane jako „lila”, niewątpliwie zaangażowany udział w koncertach pozwala na odreagowanie stresów, napięcia i na szybką regenerację. Festiwal jest również barwnym świętem dla miasta. Essaouira w tym czasie staje się międzykulturowa, radosna a ludzie są przyjaźni i uśmiechnięci. Z każdym można wypić kawę, potańczyć czy zjeść wyśmienitą kolację z udziałem świeżo wyłowionych owoców morza, które tam smakują wybornie. Grillowane krewetki, świeże sałatki, homary, dorady, sardynki polane cytryną a na deser miętowa herbata i świeży zmrożony melon. Palce lizać i taka właśnie jest nasza wyprawa: bardzo smakowita a kulinarna podróż to jedna z jej części. Marokańczycy życząc nam smacznego powiedzieli by: „Bshauraha” my odpowiadmy z uśmiechem i wdzięcznością za wszystkie  wyborne uczty „Leatyksha” !!!

Zakończyłyśmy naszą IV kobiecą wyprawę Arte Maroko spotkaniem malarskim „O Kobietach, którym urosły skrzydła” na uroczym dziedzińcu jednego z riadów, będącego Centrum Kultury. Wykreowałyśmy barwne skrzydła symbolizujące dla każdej z nas coś osobistego i coś ważnego. Moje skrzydła mają kształt Afryki i są kolorowe. Warsztat zakończyłyśmy happeningiem na ulicach festiwalowej Essaouiry. Mieszkańcy pytali za ile chcemy je sprzedać . Ci którzy zostali obdarowani cieszyli się jak dzieci, niektórzy płakali. Tacy są Marokańczycy wrażliwi i serdeczni.

Dziękujemy wszystkim za otwarte serca a uczestniczkom wyprawy Arte Maroko za ich elastyczność, kreatywność, poczucie humoru i tak szybką umiejętność przełamywania stereotypów na temat kultury arabskiej i relacji w niej panujących, z którymi wiele kobiet na wyprawę wyruszało! Dziękujemy za Wasze listy i kontakt po wyprawie i za słowa, że dla wielu z Was była to wyprawa życia. Od 4 lat dopracowujemy ją właśnie dla Was. Szoukran Siostry!

                                        Anna Sala

RELACJA Z III KOBIECEJ WYPRAWY ARTE MAROKO

Za oknem spadł ostatni żółty liść z drzewa, które rośnie obok. Niebo szare, ulica pusta, wieje wiatr i z przyjemnością zatapiam się w lekturze książki o dalekich podróżach z ciepłym kubkiem malinowej herbaty w dłoni. Przeglądam zdjęcia z ostatniej wrześniowej wyprawy do Maroka. Tyle  w nich światła, wyostrzonych barw jakich teraz tu nie znajduję. Najbardziej lubię zdjęcie limonek zrobione na suku w Essaouirze. Patrzę na kolor i jestem zachwycona. W kuchennej szufladzie świeżo przywiezione przyprawy czekają na spotkanie z przyjaciółmi w najbliższy weekend. Przygotuję tadżin w glinianym naczyniu, zaparzę świeżą miętę z miodem i cytryną i na chwilę wrócimy do północnej Afryki. Obejrzymy wspólnie zdjęcia: miejsc ludzi, kobiet w podróży – interesujących i niepowtarzalnych. To duża odwaga wyruszyć w kobiecym, nieznanym gronie przed siebie na spotkanie z nowym, innym. Pożegnać bliskich, którzy zostają i wyruszyć z otwartością na jakże odmienny świat od naszego. Dla każdej z nas to zawsze inna wyprawa niż dla tej drugiej i ta różnorodność sprawia, że podróżowanie razem ubogaca. Wspominając wyprawę zatrzymuję w pamięci chwile, rozmowy, smaki, obrazy. Można się przy nich ogrzać zimą. Gratulujemy uczestniczkom zdobycia wszystkich szczytów jakie podróż stawia przed nami. Dziękujemy za wspólną podróż i Waszą obecność, za wszystkie kolory nas kobiet podkreślone marokańskim światłem. Za spotkanie!

Pod koniec czerwca wróciłyśmy w doborowym, rozbawionym i roztańczonym gronie 15 barwnych kobiet z czerwcowej wyprawy Arte Maroko 2012.
Ta wyprawa była dla każdej z nas wyzwaniem, ucztą dla zmysłów, okazją do przyjrzenia się co najmniej kilku stereotypom i dobrą zabawą.
Wędrowałyśmy, smakowałyśmy, zaprzyjaźniałyśmy się na szlaku ze sobą i z pełnym kontrastów Marokiem, jego gościnnymi mieszkańcami i każdego dnia tańczyłyśmy. Tak zapamiętam tę podróż: roztańczoną, roześmianą i arcy smaczną. Czas w Marakeszu pozwolił nam się zapoznać i przełamać lody szczególnie w lokalnym hammam dla kobiet, w trakcie nauki tańca brzucha na farmie oliwnej i testowania lokalnych przysmaków jak mózdżki, serca i baranie jądra :-). Droga na niemały szczyt (4167 m n.p.pm) okazała się dla niejednej z nas okazją do zaakaceptowania i przełamania swoich ograniczeń a czas spędzony nad oceanem na Festiwalu Muzyki Gnaoua dał możliwość rozwinięcia barwnych skrzydeł i cieszenia się muzyką, tańcem wsród roztańczonych i barwnych tłumów.

Poznałyśmy Maroko bardzo zamożne i bardzo biedne czyli takie jakim jest na codzień.  Z pewnością my wróciłyśmy bogatsze o wspomnienie tej podróży, wielu obrazów, które zmieniały się jak w kalejdoskopie, smaków, zapachów, spotkań i radości ze spotkania ze sobą. Jesteśmy pewne, że utrzymamy kontakt i nie raz będziemy dla siebie wsparciem tak jak byłyśmy w drodze na najwyższy szczyt Afryki Północnej. Kolejna wyprawa do Maroka już w drugiej połowie września 2012. Trudno było nam odmówić kobietom, które nie pojechały z nami teraz. Stąd już wkrótce znowu będziemy w drodze na czterotysięcznik.Salam!!!

Anna Sala

Ekipa II Arte Maroko w ogrodach Majorelle