Arte Maroko w Darze Zagora

Rok temu Arte Maroko nawiązało współpracę z miejscem niezwykłym na kulturalnej mapie Maroka: Darem Zagora.   Założył go 4 lata temu bardzo utalentowany i znany artysta plastyk Rachid Rafik. Pochodzi z Zagory, wychował się na saharyjskim południu. Dar Zagora to galeria i atelier dla zdolnych malarzy i studentów ASP, którzy odbywają tam staże. Usytuowany jest w pobliżu Marrakeszu. To miejsce w którym Rachid tworzy i realizuje projekty społeczne dla dzieci z okolicznej wsi. To miejsce do którego otrzymałam zaproszenie i w którym zrealizowałam malarski happening “O Kobietach, których urosły skrzydła – opowieść experymentalna”. Niezwykła atmosfera Daru Zagora i tworzący w niej artyści zainspirowali nas bardzo. Dziękujemy :-). Szoukran Rachid for your invitation and hospitality !!! See you soon !!!

Z Rachidem współpracowałam również w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych w listopadzie 2014 roku w Zagorze. Pracownia “Perspektywy” przygotowuje się do kolejnych projektów w Darze Zagora z cyklu „Malarze Świata” adresowanych do dzieci.

ArteMarokanki zapraszamy 7 czerwca 2015 do Daru Zagora na spotkanie i warsztat malarski z udziałem Rachida.

Anna Sala, Pracownia “Perspektywy”

Monika Sobańska, Stowarzyszenie Aktywne Kobiety

This slideshow requires JavaScript.

W drodze

Doceniam stan podróży. Ruch i bezruch w  jednym. Ciało się przemieszcza głodne tego, co je otacza. Wokół tyle piękna! Góry Atlasu Wysokiego wyglądają dziś bajkowo. Ośnieżone szczyty, intensywny błękit nieba, wzgórza porośnięte zieloną trawą, kwitnące drzewa na zboczach gór. A dusza? Dusza się zatrzymuje, odnajduje swój rytm. Oczyszcza z nakazów, zakazów, ocen, oczekiwań. Po prostu jest, poza czasem, poza kontekstem. Wygrzewa się na słońcu i tak jej dobrze. Jest. Ja JESTEM.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Salam Alejkum Przyjaciele, czyli o kobiecym podróżowaniu w Maroko

Wróciłyśmy do domów z naszej IV wyprawy Arte Maroko, ale czy naprawdę już wróciłyśmy? Za oknami padał deszcz a w naszych sercach świeciło słońce, we wspomnieniach powracały smaki, zapachy, fotografie z gór, cisza i przestrzeń, ocean muzyki a przede wszystkim wspomnienia Spotkań z ludźmi o otwartych sercach i głowach. Z takiej podróży wraca się znacznie dłużej niż kilka dni !!! Energii nam nie brakuje a w kraju takim jak Maroko można ją pomnażać i o tym piszą nam od powrotu uczestniczki wyprawy.

This slideshow requires JavaScript.

Naszą podróż rozpoczęłyśmy w karmazynowym Marrakeszu licznymi spotkaniami z kobietami. Zamieszkałyśmy w gościnnym riadzie Dagmary na medinie czyli starym mieście. Dagmara to jedna z twórczych i odważnych kobiet na naszym wędrownym szlaku. Po ukończeniu arabistyki i licznych podróżach obecnie prowadzi swój riad – to taki hotel alla dom. Odwiedziłyśmy również Basię, która jako architekt wraz z partnerem po przebyciu połowy świata, według własnego projektu wyremontowała w nowoczesnym stylu wiekowy riad, otworzyła restaurację i Muzeum  Biżuterii Berberyjskiej. Marrakesz to czas na lepsze zapoznanie się ze sobą i kobietami tam mieszkającymi. Odwiedzamy Hammam w którym co tydzień Marokanki zamieszkujące najstarszą cześć miasta spotykają się na kąpiel, masaże i plotki. Dla większości z nas te 3 godziny spędzone w Hammam mają duże znaczenie. To żywa lekcja na temat obyczajowości, bliskości, szukania różnić i podobieństw między nami kobietami. To czas przełamywania barier, stereotypów i w konsekwencji dużego relaksu. W Marrakeszu odwiedzamy również modny wśród Marokańczyków klub w nowej części miasta. Tam spotykamy Marokanki wyzwolone, seksownie ubrane i pewne siebie oraz zespół, który wokalnie i choreograficznie zadziwia nasze uczestniczki, bo nas zadziwił już jakiś czas temu. Tam czujemy się jak kobiety, bo na tę noc z naszego plecaka wyciągamy szpilki, seksowne sukienki, biżuterię i kosmetyki. Marrakesz to również przejazd grande taxi do gajów oliwnych gdzie gości nas kolejna niezwykła kobieta Monika Markowicz – El Baroudi, której droga do Marrakeszu wiodła przez Nowy Jork, Paryż, Amsterdam, Cork. W riadzie na farmie organicznej spędzamy popołudnie na warsztacie tańca brzucha i gnaoua oraz wspólnym gotowaniu według przepisów arystokracji marokańskiej. Spotkanie z Moniką i jej gościnną rodziną kończymy uroczystą kolacją i wracamy na tętniący nocą plac cudów czyli Jemme el Fnę. Maroko i jego mieszkańcy żyją nocami, więc i my przestawiamy się na życie nocne. Z trudem opuszczamy Marrakesz tyle w nim zakamarków, tajemnic i ocean różnorodności i udajemy się w góry, które wielu kojarzą się z Wielkim Kanionem. Chowamy głęboko szpilki i cienie do powiek, ubieramy buty trekkingowe i ze wsi Imlil położonej wyżej niż nasze Rysy wyruszamy w stronę najwyższego szczytu Afryki Północnej – Jebel Toubkala (4167 m. n.p.m.). Zmianie ulega również komfort naszego bytowania. Luksusowy riad z basenem zamieniamy na afrykańskie, górskie schroniska. Pierwszą noc spędzamy w rodzinnym domu naszego przewodnika Mohameda położonym w berberyjskiej wsi. Tym razem wchodząc do wsi  napotkałyśmy gości weselnych i dźwięk bębnów, który towarzyszył nam do wschodu słońca. Panna młoda miała 16 lat. We wsi jest szkoła do której wiele dzieci wędruje po 2 do 3 godzin w jedną stronę. Zawiozłyśmy już po raz 4 nauczycielom materiały dla dzieci. W Atlasie Wysokim spędzamy 4 dni podziwiając widoki, oddychając przestrzenią i ciszą oraz konfrontując się z tym co każdej z nas w duszy gra. Wysokie góry, ich majestat, wyzwanie jakie stanowią oraz ograniczenia z którymi każda z nas się spotyka niewątpliwie prowokują do refleksji. Ważnym doświadczeniem we wspólnym wędrowaniu na szczyt jest poczucie że jesteśmy razem pomimo różnic. Możemy liczyć na wsparcie kobiet, które  idą przed i za nami. Uwieńczeniem wędrówki na wysokość 4000 metrów jest widok na nieograniczoną przestrzeń. Widok tak piękny, że od 5 – ciu lat nas zniewala, pozwala się na chwilę zatrzymać, uspokoić oddech, zregenerować siły i wyruszyć w dalszą drogę. Czas spędzony w górach to dla nas jako grupy czas docierania się, lepszego poznawania, bycia razem.

Z Atlasu i pożegnawszy się z wyśmienitą kuchnią naszych przewodników Berberów wyruszyłyśmy do Doliny Ourika, by w pałacowym riadzie odpocząć i poczuć się jak marokańskie księżniczki. Tam czekała nas wyśmienita uczta i tańce do białego rana w rytmach muzyki weselnej. Ponownie założyłyśmy eleganckie kreacje i delektowałyśmy się tym miejscem, wieczorem i kuchnią a w szczególności obłędnymi w smaku bakłażanami. Tylko jednej z nas udało się pozyskać pilnie strzeżony przepis. Tym sposobem znanym go wszystkie :-). Taka jest moc grupy. Chociaż tak dobrze nam było w gościnnym riadzie u Allana powędrowałyśmy dalej w stronę oceanu. Po drodze odwiedzając Cooperativę kobiecą w gajach arganowych, gdzie kobiety ręcznie wyrabiają ten życiodajny olej. Robimy zakupy w takich lokalnych spółdzielniach kobiet, które dzięki tej pracy mogą być bardziej niezależne a że o Złocie Maroka coraz głośniej to i my dodamy kilka słów: naprawdę warto, oleje arganowe to samo zdrowie i ponad 50 % więcej witaminy E niż w oliwie z oliwek. Od gajów arganowych do naszego ostatniego riadu już tylko pół godziny. Przed nami Essaouira i bardzo w tym roku zaskakujący dla mnie i Moniki Festiwal Muzyki World & Gnaoua. Co roku o tej porze odbywa się w Essaouirze kilkudniowy Festiwal jednej z najstarszych muzyk świata. Pojawiają się również znane nazwiska jak Richard Bona, Maceo Parker, Nneka. Dla mnie osobiście koncert tej nigeryjskiej poetki i pieśniarki soulowej był wielkim przeżyciem. Natomiast uczestnictwo w kameralnych koncertach Gnaoua pozwoliło nam po raz kolejny w tym kraju dotknąć zaledwie skrawka, ale jednak 🙂 obyczajowości Marokańczyków i Afrykańczyków. Trudno mi opisać te doświadczenia związane z tym, co jest tam określane jako „lila”, niewątpliwie zaangażowany udział w koncertach pozwala na odreagowanie stresów, napięcia i na szybką regenerację. Festiwal jest również barwnym świętem dla miasta. Essaouira w tym czasie staje się międzykulturowa, radosna a ludzie są przyjaźni i uśmiechnięci. Z każdym można wypić kawę, potańczyć czy zjeść wyśmienitą kolację z udziałem świeżo wyłowionych owoców morza, które tam smakują wybornie. Grillowane krewetki, świeże sałatki, homary, dorady, sardynki polane cytryną a na deser miętowa herbata i świeży zmrożony melon. Palce lizać i taka właśnie jest nasza wyprawa: bardzo smakowita a kulinarna podróż to jedna z jej części. Marokańczycy życząc nam smacznego powiedzieli by: „Bshauraha” my odpowiadmy z uśmiechem i wdzięcznością za wszystkie  wyborne uczty „Leatyksha” !!!

Zakończyłyśmy naszą IV kobiecą wyprawę Arte Maroko spotkaniem malarskim „O Kobietach, którym urosły skrzydła” na uroczym dziedzińcu jednego z riadów, będącego Centrum Kultury. Wykreowałyśmy barwne skrzydła symbolizujące dla każdej z nas coś osobistego i coś ważnego. Moje skrzydła mają kształt Afryki i są kolorowe. Warsztat zakończyłyśmy happeningiem na ulicach festiwalowej Essaouiry. Mieszkańcy pytali za ile chcemy je sprzedać . Ci którzy zostali obdarowani cieszyli się jak dzieci, niektórzy płakali. Tacy są Marokańczycy wrażliwi i serdeczni.

Dziękujemy wszystkim za otwarte serca a uczestniczkom wyprawy Arte Maroko za ich elastyczność, kreatywność, poczucie humoru i tak szybką umiejętność przełamywania stereotypów na temat kultury arabskiej i relacji w niej panujących, z którymi wiele kobiet na wyprawę wyruszało! Dziękujemy za Wasze listy i kontakt po wyprawie i za słowa, że dla wielu z Was była to wyprawa życia. Od 4 lat dopracowujemy ją właśnie dla Was. Szoukran Siostry!

                                        Anna Sala

RELACJA Z III KOBIECEJ WYPRAWY ARTE MAROKO

Za oknem spadł ostatni żółty liść z drzewa, które rośnie obok. Niebo szare, ulica pusta, wieje wiatr i z przyjemnością zatapiam się w lekturze książki o dalekich podróżach z ciepłym kubkiem malinowej herbaty w dłoni. Przeglądam zdjęcia z ostatniej wrześniowej wyprawy do Maroka. Tyle  w nich światła, wyostrzonych barw jakich teraz tu nie znajduję. Najbardziej lubię zdjęcie limonek zrobione na suku w Essaouirze. Patrzę na kolor i jestem zachwycona. W kuchennej szufladzie świeżo przywiezione przyprawy czekają na spotkanie z przyjaciółmi w najbliższy weekend. Przygotuję tadżin w glinianym naczyniu, zaparzę świeżą miętę z miodem i cytryną i na chwilę wrócimy do północnej Afryki. Obejrzymy wspólnie zdjęcia: miejsc ludzi, kobiet w podróży – interesujących i niepowtarzalnych. To duża odwaga wyruszyć w kobiecym, nieznanym gronie przed siebie na spotkanie z nowym, innym. Pożegnać bliskich, którzy zostają i wyruszyć z otwartością na jakże odmienny świat od naszego. Dla każdej z nas to zawsze inna wyprawa niż dla tej drugiej i ta różnorodność sprawia, że podróżowanie razem ubogaca. Wspominając wyprawę zatrzymuję w pamięci chwile, rozmowy, smaki, obrazy. Można się przy nich ogrzać zimą. Gratulujemy uczestniczkom zdobycia wszystkich szczytów jakie podróż stawia przed nami. Dziękujemy za wspólną podróż i Waszą obecność, za wszystkie kolory nas kobiet podkreślone marokańskim światłem. Za spotkanie!

Pod koniec czerwca wróciłyśmy w doborowym, rozbawionym i roztańczonym gronie 15 barwnych kobiet z czerwcowej wyprawy Arte Maroko 2012.
Ta wyprawa była dla każdej z nas wyzwaniem, ucztą dla zmysłów, okazją do przyjrzenia się co najmniej kilku stereotypom i dobrą zabawą.
Wędrowałyśmy, smakowałyśmy, zaprzyjaźniałyśmy się na szlaku ze sobą i z pełnym kontrastów Marokiem, jego gościnnymi mieszkańcami i każdego dnia tańczyłyśmy. Tak zapamiętam tę podróż: roztańczoną, roześmianą i arcy smaczną. Czas w Marakeszu pozwolił nam się zapoznać i przełamać lody szczególnie w lokalnym hammam dla kobiet, w trakcie nauki tańca brzucha na farmie oliwnej i testowania lokalnych przysmaków jak mózdżki, serca i baranie jądra :-). Droga na niemały szczyt (4167 m n.p.pm) okazała się dla niejednej z nas okazją do zaakaceptowania i przełamania swoich ograniczeń a czas spędzony nad oceanem na Festiwalu Muzyki Gnaoua dał możliwość rozwinięcia barwnych skrzydeł i cieszenia się muzyką, tańcem wsród roztańczonych i barwnych tłumów.

Poznałyśmy Maroko bardzo zamożne i bardzo biedne czyli takie jakim jest na codzień.  Z pewnością my wróciłyśmy bogatsze o wspomnienie tej podróży, wielu obrazów, które zmieniały się jak w kalejdoskopie, smaków, zapachów, spotkań i radości ze spotkania ze sobą. Jesteśmy pewne, że utrzymamy kontakt i nie raz będziemy dla siebie wsparciem tak jak byłyśmy w drodze na najwyższy szczyt Afryki Północnej. Kolejna wyprawa do Maroka już w drugiej połowie września 2012. Trudno było nam odmówić kobietom, które nie pojechały z nami teraz. Stąd już wkrótce znowu będziemy w drodze na czterotysięcznik.Salam!!!

Anna Sala

Ekipa II Arte Maroko w ogrodach Majorelle