Z SOPOTU NA SAHARĘ

Ania Sala wyruszyła na Saharę by zrealizować projekt “Malarze świata – wprowadzenie do historii sztuki”. Razem z dziećmi saharyjskich nomadów tworzyła obrazy będące reprodukcjami dzieł najwybitniejszych europejskich artystów. Więcej o akcji przeczytacie w poniższym artykule – proszę kliknąć zdjęcie aby przejść do tekstu.

02-1

W MULTIKULTI MARRAKESZU

Marrakesz to multikulturowe i prężnie rozwijającego się miasto. Można tu usłyszeć wszystkie języki świata i zasmakować we wszystkich niemalże kuchniach. Marrakesz to melanż barw, smaków, kultur i ludzi o niespożytej energii. To miasto na życie lub na chwilę. Często wybierane przez ludzi dynamicznych, nie znoszących nudy i rutyny – ludzi, którym nie brak w życiu fantazji i polotu. Wiele takich inspirujących osobowości spotkałam właśnie tam. Marrakesz został wytypowany jako miasto, które w 2015 roku będzie najczęściej odwiedzane przez turystów. Wcale mnie to nie dziwi. Wiele osób kojarzy Marrakesz jedynie z 1000 letnią medyną, która zewnętrznie od czasu powstania niewiele się zmieniła. Została wpisana na listę UNESCO i pełni ważną rolę w turystyce miasta. To plątanina uliczek, wielkie, afrykańskie targowisko i barwny plan Jemma El Fna z największą na  świecie gar kuchnią pod gołym niebem.

This slideshow requires JavaScript.

Medyna to tylko część miasta najczęściej odwiedzana przez turystów. Marrakesz staje się miastem nowoczesnym z orientalną duszą. To miasto ogrodów i parków – wśród nich  znajduje się perła dla botaników, ogród założony przez artystę malarza Jacquesa Majorelle a w latach ’80 XX w. zakupiony przez kreatora mody Yves Saint Laurenta. To miasto atrakcyjnych apartamentów i pięknych rezydencji. Marrakesz może się poszczycić najpiękniejszymi hotelami na świecie, np. 5 gwiazdkowym pałacowym hotelem Mamounia, w którym Churchill w latach ’30 XX w. pisał swoje pamiętniki i oddawał się pasji malowania. Fascynował go Marrakesz, który nazywał „Paryżem Sahary”. Współcześnie tę fascynację podziela wielu znanych ludzi świata sztuki, sportu i polityki. Najzamożniejsi z nich kupują pałacowe rezydencje z basenami w bajkowej dzielnicy o nazwie Palmeraie. Można ją podziwiać wybierając się na wycieczkę po mieście piętrowym autobusem. W ekskluzywnych nocnych klubach, w których bawią się w najlepsze mieszkańcy całego świata, można często usłyszeć znane gwiazdy estrady, które tam goszczą, oczywiście incognito.

Marrakesz to także miasto wspaniałej nowoczesnej architektury. Jego lotnisko o interesującej ażurowanej bryle z otworami w kształcie diamentów stanowi wyjątkowo udane połączenie  stylu budowli islamskich z nowoczesną architekturą. Wyróżnione zostało między innymi w rankingu magazynu Travel&Leisure najlepszych terminali. Innym ciekawym przykładem współczesnej architektury jest, uznany za jeden z najpiękniejszych na świecie, dworzec kolejowy znajdujący się w dzielnicy Gueliz.  Wejście na perony oraz hala główna mają kształt impluvium /rzymskich zbiorników na wodę w centrum atrium/.  Zaprojektował go architekt z Rabatu – Youssef Melehi. O Marrakeszu mogłabym w nieskończoność, dlatego do niego właśnie zapraszam już 4 czerwca. To miasto niezwykle mnie fascynuje i nie tylko mnie…

Anna Sala

Arte Maroko w Darze Zagora

Rok temu Arte Maroko nawiązało współpracę z miejscem niezwykłym na kulturalnej mapie Maroka: Darem Zagora.   Założył go 4 lata temu bardzo utalentowany i znany artysta plastyk Rachid Rafik. Pochodzi z Zagory, wychował się na saharyjskim południu. Dar Zagora to galeria i atelier dla zdolnych malarzy i studentów ASP, którzy odbywają tam staże. Usytuowany jest w pobliżu Marrakeszu. To miejsce w którym Rachid tworzy i realizuje projekty społeczne dla dzieci z okolicznej wsi. To miejsce do którego otrzymałam zaproszenie i w którym zrealizowałam malarski happening “O Kobietach, których urosły skrzydła – opowieść experymentalna”. Niezwykła atmosfera Daru Zagora i tworzący w niej artyści zainspirowali nas bardzo. Dziękujemy :-). Szoukran Rachid for your invitation and hospitality !!! See you soon !!!

Z Rachidem współpracowałam również w ramach Międzynarodowego Festiwalu Filmów Dokumentalnych w listopadzie 2014 roku w Zagorze. Pracownia “Perspektywy” przygotowuje się do kolejnych projektów w Darze Zagora z cyklu „Malarze Świata” adresowanych do dzieci.

ArteMarokanki zapraszamy 7 czerwca 2015 do Daru Zagora na spotkanie i warsztat malarski z udziałem Rachida.

Anna Sala, Pracownia “Perspektywy”

Monika Sobańska, Stowarzyszenie Aktywne Kobiety

This slideshow requires JavaScript.

CZAS PO MAROKAŃSKU

By opisać podejście do czasu w Maroku z pomocą przychodzi mi “Heban” Ryszarda Kapuścińskiego. Gorąco polecam lekturę rozdziału „Droga do Kumasi”. Autor interesująco opisuje podejście do czasu w Afryce. Maroko to wrota do Afryki i do jakże odmiennego podejścia do czasu. Podróżując po Maroku, warto mieć na uwadze fakt, że tam dla mieszkańców  płynie on inaczej niż dla nas, Europejczyków. Zatem jedziemy i przestawiamy czas na marokański. Jeśli nie, może nas czekać frustracja i zdziwienie, że tam nic nie dzieje się “o czasie”. To dla mnie bardzo ciekawe zjawisko, mogę się mu przyglądać, być, nie mogę go przyśpieszyć. Już to wiem. Nie jestem w stanie, w kraju, w którym wszystko zwalnia, narzucać szybszego tempa. Mogę się tego uczyć, doświadczać odmiennego podejścia do czasu. To ważna część podróży jaką Wam proponujemy – zaakceptować i smakować tę różnicę.

Wspaniale to zjawisko opisuje Kapuściński:

… „Czas pojawia się w wyniku naszego działania, a zanika, kiedy go zaniechamy albo w ogóle nie podejmujemy. Jest to materia, która pod naszym wpływem może zawsze ożyć, ale popadnie w stan hibernacji i nawet niebytu, jeżeli nie udzielimy jej naszej energii. Czas jest istotnością bierną, pasywną a przede wszystkim – zależną od człowieka.

Całkowita odwrotność myślenia europejskiego. W przełożeniu na sytuacje praktyczne oznacza to, że jeżeli pojedziemy na wieś, gdzie miało po południu odbyć się zebranie, a na miejscu nie będzie nikogo, bezsensowne jest pytanie: „Kiedy będzie zebranie?”. Bo odpowiedź jest z góry wiadoma: „Wtedy, kiedy zbiorą się ludzie”.

Toteż Afrykanin, który wsiada do autobusu, nie pyta, kiedy autobus odjedzie, tylko wchodzi, siada na wolnym miejscu i od razu zapada w stan, w jakim spędza znaczną część swojego życia – w stan martwego wyczekiwania.

Ci ludzie mają fantastyczną zdolność czekania! – powiedział mi pewien mieszkający tu od lat Anglik. Zdolność, wytrwałość, jakiś inny zmysł!” …

Ryszard Kapuściński “Heban”

My, Europejczycy dziwimy się temu, ale podróżując wielokrotnie po Maroku nieraz tego doświadczałam i początkowa frustracja w krótkim czasie zamieniała się w akceptację, zrozumienie i sympatię dla takiej umiejętności czekania. Trenowałam cierpliwość w Maroku nie raz. Przestawałam biec. Czasem udaje mi się tu, w Europie, w codziennym zabieganiu, wracać do tych wspomnień i odpuszczać sobie piąty bieg nawet wtedy, gdy się spieszę. Czego i Wam życzę!

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Kobiety w świecie islamu

Tegoroczne Arte Maroko to już siódma kobieca wyprawa do Afryki Północnej. Każdego roku zapraszamy do współpracy inspirujące nas kobiety i artystów zapoznanych w podróżach po Maroku. Naszym marzeniem jest spotkać panią profesor Fatemę Mernissi, kobietę o wybitnym intelekcie, pasjonatkę z charakterem. Obecnie jest jedną z najbardziej znanych w świecie islamu obrończyń praw kobiet. Prowadzi badania na Uniwersytecie Muhammada V w Rabacie. Przez magazyn “Vanity Fair” uznana została za jednego z najwybitniejszych naukowców naszych czasów.

Polecam lekturę jej powieści: “Sny o wolności”. Autorka odkrywa w niej przed nami świat swojego dzieciństwa spędzonego w haremie w Fezie, świat marzeń i fantazji bliskich jej kobiet. Kobiety z jej opowieści to mądre i pogodne indywidualistki, próbujące zapomnieć o murze oddzielającym je od reszty świata. Kochają opowiadać i słuchać historii oraz legend. Wierzą, że słowa mają wielką moc i mogą uratować tego, kto umie się nimi posługiwać. My wierzymy, że pewnego dnia spotkamy na naszej drodze tę niezwykłą kobietę i posłuchamy jej osobiście.

Tymczasem ZAPRASZAMY W PODRÓŻ: 4-16 czerwca 2015

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

Salam Alejkum Przyjaciele, czyli o kobiecym podróżowaniu w Maroko

Wróciłyśmy do domów z naszej IV wyprawy Arte Maroko, ale czy naprawdę już wróciłyśmy? Za oknami padał deszcz a w naszych sercach świeciło słońce, we wspomnieniach powracały smaki, zapachy, fotografie z gór, cisza i przestrzeń, ocean muzyki a przede wszystkim wspomnienia Spotkań z ludźmi o otwartych sercach i głowach. Z takiej podróży wraca się znacznie dłużej niż kilka dni !!! Energii nam nie brakuje a w kraju takim jak Maroko można ją pomnażać i o tym piszą nam od powrotu uczestniczki wyprawy.

This slideshow requires JavaScript.

Naszą podróż rozpoczęłyśmy w karmazynowym Marrakeszu licznymi spotkaniami z kobietami. Zamieszkałyśmy w gościnnym riadzie Dagmary na medinie czyli starym mieście. Dagmara to jedna z twórczych i odważnych kobiet na naszym wędrownym szlaku. Po ukończeniu arabistyki i licznych podróżach obecnie prowadzi swój riad – to taki hotel alla dom. Odwiedziłyśmy również Basię, która jako architekt wraz z partnerem po przebyciu połowy świata, według własnego projektu wyremontowała w nowoczesnym stylu wiekowy riad, otworzyła restaurację i Muzeum  Biżuterii Berberyjskiej. Marrakesz to czas na lepsze zapoznanie się ze sobą i kobietami tam mieszkającymi. Odwiedzamy Hammam w którym co tydzień Marokanki zamieszkujące najstarszą cześć miasta spotykają się na kąpiel, masaże i plotki. Dla większości z nas te 3 godziny spędzone w Hammam mają duże znaczenie. To żywa lekcja na temat obyczajowości, bliskości, szukania różnić i podobieństw między nami kobietami. To czas przełamywania barier, stereotypów i w konsekwencji dużego relaksu. W Marrakeszu odwiedzamy również modny wśród Marokańczyków klub w nowej części miasta. Tam spotykamy Marokanki wyzwolone, seksownie ubrane i pewne siebie oraz zespół, który wokalnie i choreograficznie zadziwia nasze uczestniczki, bo nas zadziwił już jakiś czas temu. Tam czujemy się jak kobiety, bo na tę noc z naszego plecaka wyciągamy szpilki, seksowne sukienki, biżuterię i kosmetyki. Marrakesz to również przejazd grande taxi do gajów oliwnych gdzie gości nas kolejna niezwykła kobieta Monika Markowicz – El Baroudi, której droga do Marrakeszu wiodła przez Nowy Jork, Paryż, Amsterdam, Cork. W riadzie na farmie organicznej spędzamy popołudnie na warsztacie tańca brzucha i gnaoua oraz wspólnym gotowaniu według przepisów arystokracji marokańskiej. Spotkanie z Moniką i jej gościnną rodziną kończymy uroczystą kolacją i wracamy na tętniący nocą plac cudów czyli Jemme el Fnę. Maroko i jego mieszkańcy żyją nocami, więc i my przestawiamy się na życie nocne. Z trudem opuszczamy Marrakesz tyle w nim zakamarków, tajemnic i ocean różnorodności i udajemy się w góry, które wielu kojarzą się z Wielkim Kanionem. Chowamy głęboko szpilki i cienie do powiek, ubieramy buty trekkingowe i ze wsi Imlil położonej wyżej niż nasze Rysy wyruszamy w stronę najwyższego szczytu Afryki Północnej – Jebel Toubkala (4167 m. n.p.m.). Zmianie ulega również komfort naszego bytowania. Luksusowy riad z basenem zamieniamy na afrykańskie, górskie schroniska. Pierwszą noc spędzamy w rodzinnym domu naszego przewodnika Mohameda położonym w berberyjskiej wsi. Tym razem wchodząc do wsi  napotkałyśmy gości weselnych i dźwięk bębnów, który towarzyszył nam do wschodu słońca. Panna młoda miała 16 lat. We wsi jest szkoła do której wiele dzieci wędruje po 2 do 3 godzin w jedną stronę. Zawiozłyśmy już po raz 4 nauczycielom materiały dla dzieci. W Atlasie Wysokim spędzamy 4 dni podziwiając widoki, oddychając przestrzenią i ciszą oraz konfrontując się z tym co każdej z nas w duszy gra. Wysokie góry, ich majestat, wyzwanie jakie stanowią oraz ograniczenia z którymi każda z nas się spotyka niewątpliwie prowokują do refleksji. Ważnym doświadczeniem we wspólnym wędrowaniu na szczyt jest poczucie że jesteśmy razem pomimo różnic. Możemy liczyć na wsparcie kobiet, które  idą przed i za nami. Uwieńczeniem wędrówki na wysokość 4000 metrów jest widok na nieograniczoną przestrzeń. Widok tak piękny, że od 5 – ciu lat nas zniewala, pozwala się na chwilę zatrzymać, uspokoić oddech, zregenerować siły i wyruszyć w dalszą drogę. Czas spędzony w górach to dla nas jako grupy czas docierania się, lepszego poznawania, bycia razem.

Z Atlasu i pożegnawszy się z wyśmienitą kuchnią naszych przewodników Berberów wyruszyłyśmy do Doliny Ourika, by w pałacowym riadzie odpocząć i poczuć się jak marokańskie księżniczki. Tam czekała nas wyśmienita uczta i tańce do białego rana w rytmach muzyki weselnej. Ponownie założyłyśmy eleganckie kreacje i delektowałyśmy się tym miejscem, wieczorem i kuchnią a w szczególności obłędnymi w smaku bakłażanami. Tylko jednej z nas udało się pozyskać pilnie strzeżony przepis. Tym sposobem znanym go wszystkie :-). Taka jest moc grupy. Chociaż tak dobrze nam było w gościnnym riadzie u Allana powędrowałyśmy dalej w stronę oceanu. Po drodze odwiedzając Cooperativę kobiecą w gajach arganowych, gdzie kobiety ręcznie wyrabiają ten życiodajny olej. Robimy zakupy w takich lokalnych spółdzielniach kobiet, które dzięki tej pracy mogą być bardziej niezależne a że o Złocie Maroka coraz głośniej to i my dodamy kilka słów: naprawdę warto, oleje arganowe to samo zdrowie i ponad 50 % więcej witaminy E niż w oliwie z oliwek. Od gajów arganowych do naszego ostatniego riadu już tylko pół godziny. Przed nami Essaouira i bardzo w tym roku zaskakujący dla mnie i Moniki Festiwal Muzyki World & Gnaoua. Co roku o tej porze odbywa się w Essaouirze kilkudniowy Festiwal jednej z najstarszych muzyk świata. Pojawiają się również znane nazwiska jak Richard Bona, Maceo Parker, Nneka. Dla mnie osobiście koncert tej nigeryjskiej poetki i pieśniarki soulowej był wielkim przeżyciem. Natomiast uczestnictwo w kameralnych koncertach Gnaoua pozwoliło nam po raz kolejny w tym kraju dotknąć zaledwie skrawka, ale jednak 🙂 obyczajowości Marokańczyków i Afrykańczyków. Trudno mi opisać te doświadczenia związane z tym, co jest tam określane jako „lila”, niewątpliwie zaangażowany udział w koncertach pozwala na odreagowanie stresów, napięcia i na szybką regenerację. Festiwal jest również barwnym świętem dla miasta. Essaouira w tym czasie staje się międzykulturowa, radosna a ludzie są przyjaźni i uśmiechnięci. Z każdym można wypić kawę, potańczyć czy zjeść wyśmienitą kolację z udziałem świeżo wyłowionych owoców morza, które tam smakują wybornie. Grillowane krewetki, świeże sałatki, homary, dorady, sardynki polane cytryną a na deser miętowa herbata i świeży zmrożony melon. Palce lizać i taka właśnie jest nasza wyprawa: bardzo smakowita a kulinarna podróż to jedna z jej części. Marokańczycy życząc nam smacznego powiedzieli by: „Bshauraha” my odpowiadmy z uśmiechem i wdzięcznością za wszystkie  wyborne uczty „Leatyksha” !!!

Zakończyłyśmy naszą IV kobiecą wyprawę Arte Maroko spotkaniem malarskim „O Kobietach, którym urosły skrzydła” na uroczym dziedzińcu jednego z riadów, będącego Centrum Kultury. Wykreowałyśmy barwne skrzydła symbolizujące dla każdej z nas coś osobistego i coś ważnego. Moje skrzydła mają kształt Afryki i są kolorowe. Warsztat zakończyłyśmy happeningiem na ulicach festiwalowej Essaouiry. Mieszkańcy pytali za ile chcemy je sprzedać . Ci którzy zostali obdarowani cieszyli się jak dzieci, niektórzy płakali. Tacy są Marokańczycy wrażliwi i serdeczni.

Dziękujemy wszystkim za otwarte serca a uczestniczkom wyprawy Arte Maroko za ich elastyczność, kreatywność, poczucie humoru i tak szybką umiejętność przełamywania stereotypów na temat kultury arabskiej i relacji w niej panujących, z którymi wiele kobiet na wyprawę wyruszało! Dziękujemy za Wasze listy i kontakt po wyprawie i za słowa, że dla wielu z Was była to wyprawa życia. Od 4 lat dopracowujemy ją właśnie dla Was. Szoukran Siostry!

                                        Anna Sala

RELACJA Z III KOBIECEJ WYPRAWY ARTE MAROKO

Za oknem spadł ostatni żółty liść z drzewa, które rośnie obok. Niebo szare, ulica pusta, wieje wiatr i z przyjemnością zatapiam się w lekturze książki o dalekich podróżach z ciepłym kubkiem malinowej herbaty w dłoni. Przeglądam zdjęcia z ostatniej wrześniowej wyprawy do Maroka. Tyle  w nich światła, wyostrzonych barw jakich teraz tu nie znajduję. Najbardziej lubię zdjęcie limonek zrobione na suku w Essaouirze. Patrzę na kolor i jestem zachwycona. W kuchennej szufladzie świeżo przywiezione przyprawy czekają na spotkanie z przyjaciółmi w najbliższy weekend. Przygotuję tadżin w glinianym naczyniu, zaparzę świeżą miętę z miodem i cytryną i na chwilę wrócimy do północnej Afryki. Obejrzymy wspólnie zdjęcia: miejsc ludzi, kobiet w podróży – interesujących i niepowtarzalnych. To duża odwaga wyruszyć w kobiecym, nieznanym gronie przed siebie na spotkanie z nowym, innym. Pożegnać bliskich, którzy zostają i wyruszyć z otwartością na jakże odmienny świat od naszego. Dla każdej z nas to zawsze inna wyprawa niż dla tej drugiej i ta różnorodność sprawia, że podróżowanie razem ubogaca. Wspominając wyprawę zatrzymuję w pamięci chwile, rozmowy, smaki, obrazy. Można się przy nich ogrzać zimą. Gratulujemy uczestniczkom zdobycia wszystkich szczytów jakie podróż stawia przed nami. Dziękujemy za wspólną podróż i Waszą obecność, za wszystkie kolory nas kobiet podkreślone marokańskim światłem. Za spotkanie!

Pod koniec czerwca wróciłyśmy w doborowym, rozbawionym i roztańczonym gronie 15 barwnych kobiet z czerwcowej wyprawy Arte Maroko 2012.
Ta wyprawa była dla każdej z nas wyzwaniem, ucztą dla zmysłów, okazją do przyjrzenia się co najmniej kilku stereotypom i dobrą zabawą.
Wędrowałyśmy, smakowałyśmy, zaprzyjaźniałyśmy się na szlaku ze sobą i z pełnym kontrastów Marokiem, jego gościnnymi mieszkańcami i każdego dnia tańczyłyśmy. Tak zapamiętam tę podróż: roztańczoną, roześmianą i arcy smaczną. Czas w Marakeszu pozwolił nam się zapoznać i przełamać lody szczególnie w lokalnym hammam dla kobiet, w trakcie nauki tańca brzucha na farmie oliwnej i testowania lokalnych przysmaków jak mózdżki, serca i baranie jądra :-). Droga na niemały szczyt (4167 m n.p.pm) okazała się dla niejednej z nas okazją do zaakaceptowania i przełamania swoich ograniczeń a czas spędzony nad oceanem na Festiwalu Muzyki Gnaoua dał możliwość rozwinięcia barwnych skrzydeł i cieszenia się muzyką, tańcem wsród roztańczonych i barwnych tłumów.

Poznałyśmy Maroko bardzo zamożne i bardzo biedne czyli takie jakim jest na codzień.  Z pewnością my wróciłyśmy bogatsze o wspomnienie tej podróży, wielu obrazów, które zmieniały się jak w kalejdoskopie, smaków, zapachów, spotkań i radości ze spotkania ze sobą. Jesteśmy pewne, że utrzymamy kontakt i nie raz będziemy dla siebie wsparciem tak jak byłyśmy w drodze na najwyższy szczyt Afryki Północnej. Kolejna wyprawa do Maroka już w drugiej połowie września 2012. Trudno było nam odmówić kobietom, które nie pojechały z nami teraz. Stąd już wkrótce znowu będziemy w drodze na czterotysięcznik.Salam!!!

Anna Sala

Ekipa II Arte Maroko w ogrodach Majorelle

Opinie uczestniczek o wyprawach

Artemaroko – to mój prezent od losu… Wiele w życiu widziałam, przeżyłam, doświadczyłam … znalazłam się w miejscu , w którym wydawało mi się że coś wiem (…) Maroko (…) nieistniejący czas , orzeźwiający smak mięty, kumin i kolendra, barwne dywany i tkaniny, uśmiech sprzedawców na sukach, hammam- akceptacja kobiecego ciała , Jubal Toubkal – przestrzeń nieograniczona niczym , zmaganie się , przekraczanie siebie, Essaouira – zapach wiatrem niesiony, muzyka w ciele, ” skrzydła” radości i wolności. Podczas podróży runęły moje stereotypy , poszły w niepamięć lęki i ograniczenia. “Świat jest dla mnie i dla ciebie bezpieczny a ludzie przyjaźni”.Odnalazłam kawałek siebie (niewiedząc o jego istnieniu) ARTEMAROKO wyostrzyło moje zmysły, wyzwoliło duże pokłady aktywności, rozbudziło motywację i zapał! Czułam się szczęśliwa , bezpieczna, ale i wolna, z dużą dawką swobody i tolerancji ! Dzięki wspaniałym kobietom , moim drogim towarzyszkom podróży,: cierpliwym, zrzędliwym, radosnym, kapryśnym, pięknym , o różnych historiach, na różnym etapie życia – zobaczyłam wyraźniej siebie . TO CUDOWNE ŻE JESTEŚMY TAK RÓŻNE ! za poruszenie esencji życia, którą nosimy w sobie, a o której przypomniało mi Maroko

dziękuję Ani, Monice i Artemarokankom”

Ola Kozłowska , arteterapeuta, terapeuta temprany, oligofrenopedagog

“… wyprawa z różnymi przygodami, które jeszcze bardziej pozwalały wtopić się w marokańskie bycie tam i wtedy… ja chłonęłam wyprawę wszystkimi zmysłami… chciałam dotknąć, poczuć, powąchać, zasmakować, słyszeć i słuchać tętna tego kraju, tych ludzi, zobaczyć każdą mysią dziurę – jak pisały organizatorki… ale tych mysich dziur tak wiele, bo jedne większe drugie mniejsze a bilokacja mi się nie udawała… więc już kombinuję kiedy by tu jechać znów… tymczasem oglądając zdjęcia, słuchając muzyki, klaszcząc, smakując bakłażany tworzone na podobieństwo posmakowanych podczas wyprawy i z poczuciem, że jak weszłam na 4167 “slow trekingiem” to świat leży u mych stóp i mogę wiele, więc spotykam się tu i teraz z kobietami tam i wtedy poznanymi i tworzymy coś nowego dla fajniejszego bycia ze sobą, z bliskimi, z innymi. Różnorodność osób tam poznanych noszę w sobie i czerpię z tego i będę czerpać nadal.
Aniu to nie łatwe zadanie napisać impresje, wspomnienie z takiej wyprawy:-)… Dzięki za ten czas tam i wtedy i to jak on może być tu i teraz:-)
Ściskam i Ciebie i Monikę”
K.

“… po wyprawie u mnie dobrze dźwięcznie słychać… ufam, że zmiany zapoczątkowane tam będą miały zewnętrzny wymiar 🙂
i że nie “zostawiłam skrzydeł” w Maroku:) a dziś przypomniała mi się taka piosenka..
if you happy and you know it klap your hands… you know how… in marokain way:)
powrót był bolesny… jest…, ale coraz bardziej podejście marokańskie do czasu mi się podoba,
szczególnie jak ja mam możliwośc decydowania o tym czasie:),
… a mój Jakub zakupił sobie taki wielki TV – jak to faceci 🙂 – z możliwością oglądania zdjęć w 3 D.
Atlas wygląda tak, że ho ho i mogłam poczuć się tak jakbym tam była spoglądając na te zdjęcia …
już nie tylko trzeba mrużyć oczy – jak mówił taki jeden z filmu… niesamowicie silne odczucie…
Ufam, że u Was dobrze i że takie marokańskie przygody jeszcze się będą zdarzać jeszcze wiele razy przed Waszą wrześniową wyprawą:)
ściskam”   Kasia – czerwiec 2013 r.

“Chętnie zamknęłabym oczy i przeniosła się np. na Tubkal albo lepiej do riadu z basenem. Wyjazd był super!  Cieszę się, że Was poznałam”. Sławka

“Wcześniej podróżowałam trochę po świecie prywatnie z mężem i synem. Pierwszy raz zdecydowałam się na wyjazd w pełni zorganizowany przez osoby trzecie, a w dodatku w gronie samych kobiet, spośród których znałam tylko 2 osoby. Wyruszałam z mieszanymi uczuciami.Wyjazd oceniam barrrdzo pozytywnie. Był ciekawy tematycznie i bardzo intensywny – w krótkim czasie (10 dni) poznałyśmy różne oblicza Maroka, zarówno  pod względem miejsc jak i ludzi. Dobrze rozplanowany czasowo – Marakesz na rozgrzewkę, trudna wycieczka w góry, w czasie której, jak się okazało, wszystkie dałyśmy sobie radę i na koniec leniwe dni nad oceanem przy muzyce etnicznej Gnaoua jako nagroda za zdobycie Dżabal Toubkal. Bardzo dobrze zorganizowany  – o problemach, które ponoć były, dowiedziałyśmy się na lotnisku w drodze powrotnej. Drobne trudności, z którymi musiałyśmy się zmierzyć wynikały z różnic kulturowych, np. inne poczucie czasu, inne standardy higieny (!), itp. Duże brawa dla organizatorek. Na wyprawie panowała świetna atmosfera. Czuło się pozytywną energię. Była to zasługa zarówno organizatorek jak i uczestniczek wyjazdu. Poznałam fantastyczne kobiety; wesołe, uśmiechnięte, otwarte na nowe doznania, z których każda stanowi jakąś indywidualność. Myślę, że miałyśmy szczęście, że spotkałyśmy się w takim właśnie gronie. Mam nadzieję, że nowe znajomości przetrwają próbę czasu. Wyobraźcie sobie 15 kobiet, które przez 10 dni są dla siebie miłe, tolerancyjne i dobrze się czują w swoim towarzystwie – to raczej niecodzienny widok – a u nas tak właśnie było.Podsumowując:  Super-przygoda w super-towarzystwie! Bardzo polecam”.  Sławka

“Dopiero teraz dochodzi do mnie gdzie byłam i co zrobiłam. To uczucie jest tak cudowne, że czuję wielką siłę i cudowne uczucie spełnienia. Teraz mogę wejść na nie jeden szczyt i to nie koniecznie górski.  Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję, było kolorowo, baśniowo, zaskakująco, pachnąco, intensywnie i bardzo bardzo ciekawie.”  Iza

“Ach te kiszone cytryny :-),  za sprawą sprzedawcy, który zrobił wszystko by zaprezentować mi i Gosi wszystkie bez wyjątku swoje przyprawy w słojach, mydełka i co tam jeszcze miał:-), kiszonych cytryn już nie zdążylam zakupić…”. Sylwia

“Dzisiaj wieczorem większość oglądało mecz, a ja malowałam Arte Maroko. Te małe kropeczki , to My wędrujące po Atlasie… :)” Gosia