Maroko – kraj pełen tajemnic…

Na wciąż chłodnawe wieczory polecamy lekturę “Domu w Fezie” Suzanny Clark. Zapraszamy w tę osobliwą podróż, w której przeszłość miesza się ze współczesnością. Podróż po świecie, w którym przenikają się kultury: berberyjska, arabska i afrykańska ze szczyptą francuskiej i hiszpańskiej. Wyobraźcie sobie kraj, w którym w starych rurach mieszkają dżinny, załatwienie czegokolwiek w urzędzie graniczy z cudem a Wy właśnie kupiłyście duży dom i zaczynacie jego remont. Książka dobrze oddaje realia, które i nam od 6 lat nie są obce. Zatem – do zobaczenia w Maroku. In sza`a Allah.

Zapraszamy kobiety ciekawe świata: od 4 do 16 czerwca 2015 do wspólnego odkrywania uroków Maroka i jego mieszkańców!

Anna Sala i Monika Sobańska

This slideshow requires JavaScript.

PRZYSTANEK ZAGORA CZYLI NA SZLAKU DAWNYCH KARAWAN

U podnóża góry Zagora w południowo-wschodnim Maroku leży miasto Zagora. To wielopiętrowe, różowe miasto zbudowano w XX wieku. Kończył się tu i zaczynał szlak wielkich karawan solnych. Odległość z Zagory do Timbouktu przez pustynię karawany zwykły przemierzać w 52 dni. W Zagorze żyje obecnie wielu młodych Nomadów, których ojcowie wędrowali w karawanach do momentu zamknięcia granic na Saharze w latach 70. XX wieku. Od tego czasu społeczność Nomadów saharyjskich przechodzi transformację. Zamykając granice, odebrano im niemalże cały ich świat. Obecnie zajmują się głównie turystyką, gdyż znają bardzo dobrze pustynię. Zagora to ostatnie miasto na hamadzie czyli pustyni kamiennej. W odległości 2 godzin drogi stąd zaczyna się pustynia piaszczysta. Zagora leży nad rzeką Draa, która często wysycha. Po ostatnich wielkich powodziach, które nawiedziły południe Maroka w listopadzie, rzeka wróciła. Mieszkańcy, wygłodniali jej widoku, godzinami przesiadywali nad rzeką. Większość mieszkańców Zagory ma korzenie południowo-saharyjskie oraz berberyjskie. W Zagorze jest duże zróżnicowanie etniczne, kulturowe, religijne i niemalże zerowa przestępczość. Mieszkańcy czują się tu bardzo bezpiecznie. Wszyscy znają wszystkich. Codziennością są radosne, serdeczne i wielokrotne tego samego dnia powitania na chodniku czy ulicy. Mieszkańcy miasta – często bracia, siostry, kuzyni, sąsiedzi – mijają się co chwilę i cieszą na swój widok. Zagorę i okolice polubili również wiele lat temu artyści, naukowcy, pisarze, historycy, podróżnicy, kulturoznawcy. Osiadają i rozwijają tutaj swoje hotele, galerie, oazy relaksacji i szereg ciekawych pomysłów na życie i biznes. Na kilka miesięcy  w roku osiadają tu wyluzowani emeryci z Europy. Czują się tu komfortowo, kuchnia jest pyszna a ludzie troskliwi.

W Zagorze organizowany jest w grudniu każdego roku przez słynnego maratończyka pochodzącego z Zagory Międzynarodowy Maraton zwany Extreme. W grudniu 2014 roku wystartowało w nim około 600 biegaczy z całego świata. Byłam i podziwiałam ich zapał. Dzielni biegacze biegną przez hamadę po dolinach i wzniesieniach. W tym samym czasie odbywa się rajd ciężarówek po starych trasach Paryż – Dakaru. To właśnie w Zagorze, w czasach znanego nam wszystkim rajdu, serwisowane były samochody rajdowe, ciężarówki, motocykle.

Jesienią do Zagory zjeżdża środowisko filmowe Maroka i odbywa się Międzynarodowy Festiwal Filmowy TRANSAHARIAN a chwilę po nim kameralny Międzynarodowy Festiwal Filmu Dokumentalnego organizowany przez Stowarzyszenie AFDOZ i naszego współpracownika z Zagory, Fadela Naciri. Stąd pochodzi znany marokański reżyser, z którym współpracowałam w ramach Festiwalu: Daoud Wlad Sayed oraz artysta plastyk i dusza człowiek Rachid Rafik. Rachida poznacie osobiście pod Marrakeszem już w czerwcu i razem z nim będziemy tworzyć.

Zagora to miejsce ludzi kreatywnych. To miasto leżące na szlaku dawnych karawan, gdzie przez wieki ludzie wymieniali się myślą, ideami, pomysłami, towarami, wszelkiego rodzaju wiedzą. To niewielkie miasto, o którym podróżnicy mówią, że „nie lubią się z nim żegnać” i ja to zdanie podzielam. Są tu umiejscowione campingi dla mieszkalnych camperów i w nich pomieszkuje wiele rodzin z całego świata. Jedynie latem wysokie temperatury przepędzają mieszkańców i przyjezdnych z miasta. Wiele rodzin wynajmuje apartamenty nad oceanem i wraca dopiero we wrześniu. Miasto pustoszeje a Sahara króluje ☺. Gdy latem wieją gorące wiatry z południowej pustyni w mieście jest jak w piekarniku. Piach wkrada się w każdą szczelinę a temperatury uniemożliwiają jakikolwiek ruch. Mieszkańcy Zagory mają w sobie dużo pokory i pogody ducha. Żyją w multikulturowym mieście i od wieków ich egzystencja na tych terenach oparta jest na współpracy, współdziałaniu oraz wymianie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie ma tam czego szukać, ale mieszkańcy Zagory wiedzą doskonale, że tyle serca i serdeczności nie okażą im w żadnym innym marokańskim mieście. Wyjeżdżając na dłużej z Zagory tęsknią za jej specyficzną atmosferą. By ją poczuć, trzeba tam chwilę pobyć. Języki, którymi posługują się mieszkańcy Zagory to marokański arabski czyli dariża, arabski klasyczny, francuski, i dialekty Tachelhit and Tamazight. W okolicznych wsiach można usłyszeć wiele dialektów południowo-saharyjskich.

W trakcie wyprawy Arte Maroko, będziemy w Zagorze w dzień targowy, więc wybierzemy się na afrykański suk rankiem. Miejsce to żywe, nie turystyczne. Spędzimy w mieście noc w uroczej, tradycyjnej, glinianej kazbie. Świeżo odkrytą ciekawostką jest dla mnie pobyt w Zagorze Jana Pawła II w 1985 roku. W jednym z hoteli, w którym lubię pracować przy basenie a który w latach 80. XX wieku był oblegany przez  młodych chłopców (głównie za sprawą Europejek w bikini), spotkał się papież Polak z królem Maroka Hassanem II. Hotel mieści się tuż obok placu, gdzie rokrocznie serwisowano samochody rajdowe Paryż-Dakaru. Pewnie nasz papież nie omieszkał zobaczyć Atlasu z nieba i Sahary ☺. Mam zatem w swojej kolekcji zdjęcie Papieża Polaka z królem Maroka w saharyjskiej Zagorze. Świat jest mały.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

W drodze

Doceniam stan podróży. Ruch i bezruch w  jednym. Ciało się przemieszcza głodne tego, co je otacza. Wokół tyle piękna! Góry Atlasu Wysokiego wyglądają dziś bajkowo. Ośnieżone szczyty, intensywny błękit nieba, wzgórza porośnięte zieloną trawą, kwitnące drzewa na zboczach gór. A dusza? Dusza się zatrzymuje, odnajduje swój rytm. Oczyszcza z nakazów, zakazów, ocen, oczekiwań. Po prostu jest, poza czasem, poza kontekstem. Wygrzewa się na słońcu i tak jej dobrze. Jest. Ja JESTEM.

Anna Sala

This slideshow requires JavaScript.

RELACJA Z III KOBIECEJ WYPRAWY ARTE MAROKO

Za oknem spadł ostatni żółty liść z drzewa, które rośnie obok. Niebo szare, ulica pusta, wieje wiatr i z przyjemnością zatapiam się w lekturze książki o dalekich podróżach z ciepłym kubkiem malinowej herbaty w dłoni. Przeglądam zdjęcia z ostatniej wrześniowej wyprawy do Maroka. Tyle  w nich światła, wyostrzonych barw jakich teraz tu nie znajduję. Najbardziej lubię zdjęcie limonek zrobione na suku w Essaouirze. Patrzę na kolor i jestem zachwycona. W kuchennej szufladzie świeżo przywiezione przyprawy czekają na spotkanie z przyjaciółmi w najbliższy weekend. Przygotuję tadżin w glinianym naczyniu, zaparzę świeżą miętę z miodem i cytryną i na chwilę wrócimy do północnej Afryki. Obejrzymy wspólnie zdjęcia: miejsc ludzi, kobiet w podróży – interesujących i niepowtarzalnych. To duża odwaga wyruszyć w kobiecym, nieznanym gronie przed siebie na spotkanie z nowym, innym. Pożegnać bliskich, którzy zostają i wyruszyć z otwartością na jakże odmienny świat od naszego. Dla każdej z nas to zawsze inna wyprawa niż dla tej drugiej i ta różnorodność sprawia, że podróżowanie razem ubogaca. Wspominając wyprawę zatrzymuję w pamięci chwile, rozmowy, smaki, obrazy. Można się przy nich ogrzać zimą. Gratulujemy uczestniczkom zdobycia wszystkich szczytów jakie podróż stawia przed nami. Dziękujemy za wspólną podróż i Waszą obecność, za wszystkie kolory nas kobiet podkreślone marokańskim światłem. Za spotkanie!

Pod koniec czerwca wróciłyśmy w doborowym, rozbawionym i roztańczonym gronie 15 barwnych kobiet z czerwcowej wyprawy Arte Maroko 2012.
Ta wyprawa była dla każdej z nas wyzwaniem, ucztą dla zmysłów, okazją do przyjrzenia się co najmniej kilku stereotypom i dobrą zabawą.
Wędrowałyśmy, smakowałyśmy, zaprzyjaźniałyśmy się na szlaku ze sobą i z pełnym kontrastów Marokiem, jego gościnnymi mieszkańcami i każdego dnia tańczyłyśmy. Tak zapamiętam tę podróż: roztańczoną, roześmianą i arcy smaczną. Czas w Marakeszu pozwolił nam się zapoznać i przełamać lody szczególnie w lokalnym hammam dla kobiet, w trakcie nauki tańca brzucha na farmie oliwnej i testowania lokalnych przysmaków jak mózdżki, serca i baranie jądra :-). Droga na niemały szczyt (4167 m n.p.pm) okazała się dla niejednej z nas okazją do zaakaceptowania i przełamania swoich ograniczeń a czas spędzony nad oceanem na Festiwalu Muzyki Gnaoua dał możliwość rozwinięcia barwnych skrzydeł i cieszenia się muzyką, tańcem wsród roztańczonych i barwnych tłumów.

Poznałyśmy Maroko bardzo zamożne i bardzo biedne czyli takie jakim jest na codzień.  Z pewnością my wróciłyśmy bogatsze o wspomnienie tej podróży, wielu obrazów, które zmieniały się jak w kalejdoskopie, smaków, zapachów, spotkań i radości ze spotkania ze sobą. Jesteśmy pewne, że utrzymamy kontakt i nie raz będziemy dla siebie wsparciem tak jak byłyśmy w drodze na najwyższy szczyt Afryki Północnej. Kolejna wyprawa do Maroka już w drugiej połowie września 2012. Trudno było nam odmówić kobietom, które nie pojechały z nami teraz. Stąd już wkrótce znowu będziemy w drodze na czterotysięcznik.Salam!!!

Anna Sala

Ekipa II Arte Maroko w ogrodach Majorelle