OPINIE UCZESTNICZEK

Jowita na KoniuJest październikowy (o dziwo zimowy) poranek, a tu koleżanka wysyła zdjęcia z magicznej podróży do Maroko. I nagle szary dzień wybucha ferią barw, wręcz skrzy się cudownym kolorem majorelle z ogrodów Saint Laurent w Marrakeszu, a na twarzy wprost czujesz suchy wiatr pustyni i piach, …wszędzie piach 🙂 Wyprawa z Arte Maroko to nie wakacje, to podróż życia. To Marrakesz z jego gwarnym i kolorowym placem Dżamaa al-Fina, uroczymi riadami, ruchliwym sukiem na którym można wytargować wszystko, hammam uczącym akceptacji swojego ciała,  oraz motorynkami szaleńczo pędzącymi w każdym możliwym kierunku. To przełęcz Tiszka do której prowadzi kręta i malownicza serpentyna drogi wśród gór. To Dar Zagora w którym możesz obcować z ale i sam tworzyć sztukę. To malowniczy ksar Ajt Bin Haddu czy Essaouira tuż nad oceanem – raj dla smakoszy owoców morza, kajtserferów i miłośników reggae.  Ale dla mnie to przede wszystkim Sahara. Sahara w której w rozgrzanym piachu diuny zostało moje serce. Noce spędzone pod gwiazdami, zapierające dech w piersiach zachody słońca, dźwięki muzyki gnawa w nocnym koncercie zagranym przez naszych przewodników. Sahara. Potężny żywioł który rozłupał skorupę mojego serca i wlał we mnie spokój jakiego potrzebowałam od dawna.

Wyprawa z Arte Maroko to nie tylko piękne widoki. To tajine, kiszone cytryny, kumin, kolendra, owoce morza, herbata miętowa, cudowne melony i nie uwierzycie, ale najlepsze pomidory jakie kiedykolwiek jadłam.To smak i zapach który oszałamia, budzi, podbija serce i wypełnia duszę.
I ludzie… cudowni, otwarci ludzie z którymi dzięki Ani i Monice mogliśmy obcować na codzień. To ludzie którzy przyjęli nas jakbyśmy byli członkami ich rodzin. To dzieciaki w szkole na środku pustyni, które opowiadały nam o swoich planach. To wspólnota kobiet od których uczyłam się robić kuskus. To każda osoba na naszej drodze, która uczyła nas języka, i pokazywała ich Maroko, Maroko jakie noszą w sercach. To najcudowniejsze urodziny jakie miałam okazję spędzić na diunach, przy dźwiękach Gnawa granej na żywo, gdzie poczułam że jestem częścią wspólnoty.
Jak wakacje to tylko w stylu Arte Maroko. Pełne doznań, cudownych widoków, wspaniałych ludzi i nowych, szerokich horyzontów. Warte każdego grosza.
Chapeau bas moje drogie Arte Marokanki! To był cudowny czas.”
Jowita K. – uczestniczka VII wyprawy do Maroka,  pażdziernik 2015.
dscn5184-e1423518218632Artemaroko – to mój prezent od losu… Wiele w życiu widziałam, przeżyłam, doświadczyłam … znalazłam się w miejscu , w którym wydawało mi się że coś wiem (…) Maroko (…) nieistniejący czas , orzeźwiający smak mięty, kumin i kolendra, barwne dywany i tkaniny, uśmiech sprzedawców na sukach, hammam- akceptacja kobiecego ciała , Jubal Toubkal – przestrzeń nieograniczona niczym , zmaganie się , przekraczanie siebie, Essaouira – zapach wiatrem niesiony, muzyka w ciele, ” skrzydła” radości i wolności. Podczas podróży runęły moje stereotypy , poszły w niepamięć lęki i ograniczenia. “Świat jest dla mnie i dla ciebie bezpieczny a ludzie przyjaźni”.Odnalazłam kawałek siebie (niewiedząc o jego istnieniu) ARTEMAROKO wyostrzyło moje zmysły, wyzwoliło duże pokłady aktywności, rozbudziło motywację i zapał! Czułam się szczęśliwa , bezpieczna, ale i wolna, z dużą dawką swobody i tolerancji ! Dzięki wspaniałym kobietom , moim drogim towarzyszkom podróży,: cierpliwym, zrzędliwym, radosnym, kapryśnym, pięknym , o różnych historiach, na różnym etapie życia – zobaczyłam wyraźniej siebie . TO CUDOWNE ŻE JESTEŚMY TAK RÓŻNE ! Chwile szczęścia Oli http://www.artemaroko.wordpress.com
za poruszenie esencji życia, którą nosimy w sobie, a o której przypomniało mi Maroko. dziękuję Ani, Monice i Artemarokankom”

Ola Kozłowska, arteterapeuta, terapeuta temprany, oligofrenopedagog

“… Wyprawa z różnymi przygodami, które jeszcze bardziej pozwalały wtopić się w marokańskie bycie tam i wtedy… ja chłonęłam wyprawę wszystkimi zmysłami… chciałam dotknąć, poczuć, powąchać, zasmakować, słyszeć i słuchać tętna tego kraju, tych ludzi, zobaczyć każdą mysią dziurę – jak pisały organizatorki… ale tych mysich dziur tak wiele, bo jedne większe drugie mniejsze a bilokacja mi się nie udawała… więc już kombinuję kiedy by tu jechać znów… tymczasem oglądając zdjęcia, słuchając muzyki, klaszcząc, smakując bakłażany tworzone na podobieństwo posmakowanych podczas wyprawy i z poczuciem, że jak weszłam na 4167 “slow trekingiem” to świat leży u mych stóp i mogę wiele, więc spotykam się tu i teraz z kobietami tam i wtedy poznanymi i tworzymy coś nowego dla fajniejszego bycia ze sobą, z bliskimi, z innymi. Różnorodność osób tam poznanych noszę w sobie i czerpię z tego i będę czerpać nadal.
Aniu to nie łatwe zadanie napisać impresje, wspomnienie z takiej wyprawy:-)… Dzięki za ten czas tam i wtedy i to jak on może być tu i teraz:-)”

“… po wyprawie u mnie dobrze dźwięcznie słychać… ufam, że zmiany zapoczątkowane tam będą miały zewnętrzny wymiar 🙂 i że nie “zostawiłam skrzydeł” w Maroku:) a dziś przypomniała mi się taka piosenka.. if you happy and you know it klap your hands… you know how… in marokain way:)powrót był bolesny… jest…, ale coraz bardziej podejście marokańskie do czasu mi się podoba,szczególnie jak ja mam możliwośc decydowania o tym czasie:),… a mój Jakub zakupił sobie taki wielki TV – jak to faceci 🙂 – z możliwością oglądania zdjęć w 3 D.
Atlas wygląda tak, że ho ho i mogłam poczuć się tak jakbym tam była spoglądając na te zdjęcia …już nie tylko trzeba mrużyć oczy – jak mówił taki jeden z filmu… niesamowicie silne odczucie… Ufam, że u Was dobrze i że takie marokańskie przygody jeszcze się będą zdarzać jeszcze wiele razy przed Waszą wrześniową wyprawą:)ściskam”   Kasia – czerwiec 2013 r.

W Riadzie Sulimann w Marrakeszu

Hurrraaa!!!!! Szczyt zdobyty.http://www.artemaroko.wordpress.com“Chętnie zamknęłabym oczy i przeniosła się np. na Tubkal albo lepiej do riadu z basenem. Wyjazd był super!  Cieszę się, że Was poznałam”. Sławka

“Wcześniej podróżowałam trochę po świecie prywatnie z mężem i synem. Pierwszy raz zdecydowałam się na wyjazd w pełni zorganizowany przez osoby trzecie, a w dodatku w gronie samych kobiet, spośród których znałam tylko 2 osoby. Wyruszałam z mieszanymi uczuciami.Wyjazd oceniam barrrdzo pozytywnie. Był ciekawy tematycznie i bardzo intensywny – w krótkim czasie (10 dni) poznałyśmy różne oblicza Maroka, zarówno  pod względem miejsc jak i ludzi. Dobrze rozplanowany czasowo – Marrakesz na rozgrzewkę, trudna wycieczka w góry, w czasie której, jak się okazało, wszystkie dałyśmy sobie radę i na koniec leniwe dni nad oceanem przy muzyce etnicznej Gnaoua jako nagroda za zdobycie Dżabal Toubkal. Bardzo dobrze zorganizowany  – o problemach, które ponoć były, dowiedziałyśmy się na lotnisku w drodze powrotnej.

Drobne trudności, z którymi musiałyśmy się zmierzyć wynikały z różnic kulturowych, np. inne poczucie czasu, inne standardy higieny (!), itp. Duże brawa dla organizatorek. Na wyprawie panowała świetna atmosfera. Czuło się pozytywną energię. Była to zasługa zarówno organizatorek jak i uczestniczek wyjazdu. Poznałam fantastyczne kobiety; wesołe, uśmiechnięte, otwarte na nowe doznania, z których każda stanowi jakąś indywidualność. Myślę, że miałyśmy szczęście, że spotkałyśmy się w takim właśnie gronie. Mam nadzieję, że nowe znajomości przetrwają próbę czasu. Wyobraźcie sobie 15 kobiet, które przez 10 dni są dla siebie miłe, tolerancyjne i dobrze się czują w swoim towarzystwie – to raczej niecodzienny widok – a u nas tak właśnie było.Podsumowując:  Super-przygoda w super-towarzystwie! Bardzo polecam”.  Sławka

Arte Maroko IX.2012 641“Dopiero teraz dochodzi do mnie gdzie byłam i co zrobiłam. To uczucie jest tak cudowne, że czuję wielką siłę i cudowne uczucie spełnienia. Teraz mogę wejść na nie jeden szczyt i to nie koniecznie górski.  Bardzo Wam Dziewczyny dziękuję, było kolorowo, baśniowo, zaskakująco, pachnąco, intensywnie i bardzo bardzo ciekawie.”  Iza

DSCN4985“Ach te kiszone cytryny :-),  za sprawą sprzedawcy, który zrobił wszystko by zaprezentować mi i Gosi wszystkie bez wyjątku swoje przyprawy w słojach, mydełka i co tam jeszcze miał:-), kiszonych cytryn już nie zdążylam zakupić…”. Sylwia

“Dzisiaj wieczorem większość oglądało mecz, a ja malowałam Arte Maroko. Te małe kropeczki , to My wędrujące po Atlasie… :)” Gosia

DSCN4567Podróż w głąb kraju o odmiennej kulturze i obyczajowości okazuje się często podróżą w głąb siebie 🙂 :

“Salam Alejkum Anno przewodniczko dusz zagubionych :-). U mnie ok, wiele  się zmieniło od powrotu. Przede wszystkim jestem bliżej rodziny, dzieci. Więcej czuję, jak i wiem. Jestem szczęśliwa i widzę jak to szczęście oddziałuje na najbliższych. Mam takie małe niebo na ziemi. Na potrawy z Waszej stronki  przyjdzie jeszcze czas, mam zamiar zacząć od kiszenia cytryn. Wiesz, że od powrotu tylko raz oglądałam zdjęcia? Nie są mi potrzebne, to wszystko żyje we mnie. Aniu, Dziękuję to za mało. Mam nadzieję, że nauczysz życia jeszcze wielu innych. Życzę Ci przede wszystkimi wytrwałość w tym co robisz, szacunku dla życia i cierpliwości. Jestem wdzięczna losowi, że pozwolił mi przeżyć podróż w głąb siebie dzięki takiej osobie jak Ty.”Dominika, Relacja z wyprawy czerwcowej 2015.

DSCN4227

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s